poniedziałek, 18 września 2017

Tajne komplety / Hańba! „Będą bić!”

Wiele wskazuje na to, że po tegorocznej reformie edukacji ponownie będzie trzeba sobie przypomnieć o formule tajnych kompletów. W ramach lekcji języka polskiego i historii (zdecydowanie niewygodnej) proponuję nową płytę Hańby!

„Pochodząca z Krakowa zbuntowana orkiestra podwórkowa Hańba! to wehikuł czasu. Zabiera słuchaczy w lata 30-ste do międzywojennej Polski, aby środkami artystycznej rekonstrukcji wyrazić burzliwy okres w historii kraju (kryzys demokracji, niepokoje polityczne, ksenofobia, imperialne ambicje). Międzywojenna kreacja Hańby! jest kompletna, począwszy od zbuntowanych tekstów autorstwa głównie przedwojennych poetów, przez sceniczną charakteryzację, aż po instrumentarium (tuba, bęben, bandżo akordeon, klarnet). Muzyka, to ultra energetyczny miks punkowego wigoru, z klezmerską charyzmą folkową skocznością i niepoprawnością polityczną w tle. Mimo wyraźnych apolitycznych deklaracji zespołu, ich sięgająca niemal stu lat wstecz inscenizacja, nabrała niezwykłej aktualności w Polsce AD 2016” – tak przed rokiem pisałem o debiucie Hańby! w podsumowaniu rocznym Beehype. Dodając jeszcze na blogu że: „Członkowie grupy w brawurowym stylu przypominają czym w muzyce powinien być bunt; energetycznym, punkowym (w wyrazie) manifestem; z brawurowymi, nośnymi i przenikliwymi tekstami; błyskotliwym komentarzem rzeczywistości, ujętym w formie ciętej metafory. Hańba! ma to wszystko”. Minął rok, a krakowska grupa zdyskontowała swój sukces z nawiązką. I jedyne co się zmieniło to fakt, że już tak bardzo nie kryją się za sztafażem historycznej rekonstrukcji.

Za sprawą „Będą bić!” przenosimy się rok dalej, do 1937 roku, w którym nadchodząca wojna wisi w powietrzu, wrogowie sanacji gniją w „Miejscu Odosobnienia” (cudzysłów zdecydowanie zamierzony) w Berezie Kartuskiej, ciemiężeni chłopi podnoszą bunt, żydzi padają ofiarą nagonek i bojkotów, zaś sanacja snuje rojenia o Międzymorzu i zamorskich koloniach. Brzmi znajomo? No właśnie. Scenariusz z lat 30-tych i jego aktualny wydźwięk sprawia, że trudno o przyszłości myśleć w różowych barwach. Z tego powodu słucham Hańby z dreszczem na plecach. I nie jest to jedynie dreszcz ekscytacji. Niepokojąco brzmią błyskotliwe i celne metafory Ziemowita Szczerka („Polak zbrojny”), Lucjana Szenwalda („Wojenka”; „Płać, chłopie!), Jerzego Jurandota („Puste samoloty”), Władysława Broniewskiego („Jeść i pić”), Leona Pasternaka („Wojenka”), Marka Nowickiego („A+B”), czy głównego wokalisty zespołu Andrzeja Zagajewskiego vel. Zamenhofa („Racyje”). Otuchy dodają jedynie słowa Juliana Tuwima zamykające płytę („Hoży i świeży”); „Ledwo słoneczko uderzy / W okno złocistym promykiem, / budzę się hoży i świeży / z antypaństwowym okrzykiem. / Zanurzam się aż po uszy / W miłej moralnej zgniliźnie / I najserdeczniej uwłaczam / Bogu, ludzkości, ojczyźnie”.

Zapadające głęboko w pamięć słowa piosenek i ich energetyczna interpretacja, jak żadne inne potrafią doprecyzować (przy jednoczesnym posługiwaniem się metaforą o mocy bokserskiego ciosu) istotę mrocznej strony polskiej mentalności. Przy tym znakomicie potrafią skanalizować frustrację niezadowolonych obecną sytuacją polityczną. Pomaga w tym pełna furii, wyrazista i komunikatywna muzyka Hańby! Skrzyżowanie punk, ska, muzyki podwórkowej i klezmerskiej z błyskotliwym wplataniem muzycznych cytatów z repertuaru innych kompozytorów (muzyka ze „Skrzypka na dachu” w „A+B”) nie pozwala na spokojny odsłuch; wyrywa z marazmu niczym tytułowa zapowiedź rękoczynów. Sińce i guzy gwarantowane; w końcu to płyta o biciu; „Lejtmotywem płyty jest przemoc w różnych postaciach: bicie jako uliczne rozróby, bicie jako pacyfikacja demonstracji, ale też bicie na większą skalę – wojna” stwierdza w rozmowie z Jędrzejem Słodkowskim Zamenhof.

„Będą bić!” ma wszystkie cechy płyty ponadczasowej, nie tylko z racji równoległej narracji prowadzonej w 1937, a odbijającej się głośnym echem w 2017. Krzykliwe i przebojowe aranżacje; proste, wpadające w ucho melodie; szybkie tempa, wigor, osobliwe instrumentarium, znakomita kwerenda tekstów, satyra i cięte w nich metafory o walorze edukacyjnym. To kipiąca frustracją i niepokojem bomba, spełniająca wszelkie znamiona muzyki zbuntowanej i rozbójniczej. Z pewnością trudno będzie usłyszeć ważniejszą polska płytę w 2017.

***

Jest jednak rzecz, która nie pozwala mi w pełni cieszyć się tą znakomitą płytą. Haniebna jakość nagrania (zła produkcja i fatalny miks). Zdaję sobie sprawę, że to punk, muzyka podwórkowa, i rok 1937, ale bez przesady. Tak skarlały dźwięk nie może być spowodowany stylizacją. Doprawdy, mimo wspaniałego repertuaru ciężko słucha się tej płyty, bez względu na nośnik (słyszałem CD i stream, nie słyszałem winyla). Zerowa selektywność skleja dźwięki w brudną i zbitą pulpę, dudniącą w środkowych rejestrach. Właściwie nie słychać tu żadnych wyższych częstotliwości, wśród których mógłby wybrzmiewać klarnet, bandżo i wokal. Ten ostatni zaś momentami ginie w mętnym brzmieniu instrumentów. Można było to z pewnością zrealizować lepiej, bez tracenia retro-garażowego charakteru muzyki (Michał Kupicz, dlaczego cię tu nie było!?). Pod względem jakości dźwięku „Będą bić!” nie jest w stanie dosięgnąć debiutanckiej płyty. Szczytem tych niedociągnięć jest dźwięk zakłócenia telefonem komórkowym urządzeń elektrycznych słyszalny w „Polaku zbrojnym” (między 30 a 40 sekundą). Szkoda tego niedbalstwa, bo psuje dobre wrażenie i zdecydowanie odbija się na przyjemności słuchania.

 

HAŃBA! „Będą bić!”
2017, Antena Krzyku / Karoryfer Lecolds

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza