Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Outlines. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Outlines. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 stycznia 2018

Footwork Raport 2018 / Wywiad z Pawłem (Paide) Dunajko / vol. 2 - outlines


W pierwszej części Footwork Raport 2018 Paweł (Paide) Dunajko opowiadał o historii i aktualnej kondycji rodzimej sceny footwork / juke. W tej części rozmowy opowie o działalności swojego labelu outlines, w którym od 2016 ukazuje się awangardowa elektronika inspirowana footworkiem i tempem 160 BPM. Jak dowiecie się z rozmowy inicjatywę Pawła cechuje niesłychana spójność koncepcji i imponująca dyscyplina formalna. Na koniec zaś czeka na was krótki opis (mojego autorstwa) dotychczasowych wydawnictw z katalogu outlines.

Porozmawiajmy teraz o twojej inicjatywie outlines. Już nazwa twojego labelu mówi wiele o charakterze wydawanej w niej muzyki. Czy zechciałbyś scharakteryzować, jaka idea przyświeca outlines?

PD - outlines zrodziło się z potrzeby poszukiwania nowych rozwiązań dla mnie jako promotora i wydawcy footworka. Punktem wyjścia stało się pytanie, czy footwork można zredukować do kilku podstawowych warstw, które zapętlone mogłyby płynąć niezmiennie w nieskończoność. Ważnym źródłem inspiracji dla tej metody oraz wyboru nazwy dla serii była płyta „Klick” Thomasa Brinkmanna, który nacinając rowki płyt winylowych, stworzył endless groove’y stanowiące główną oś dla swoich utworów. Dzięki temu zabiegowi poszczególne groove’y z serii i kliki z płyty Brinkmanna można odbierać jako struktury niepełne, które potencjalnie dopiero mogą stworzyć coś większego i bardziej konkretnego, ale równocześnie są już formami domkniętymi. Integralnym uzupełnieniem muzyki w outlines jest oprawa graficzna i współpraca z Iwoną Jarosz. Iwona idealnie oddaje zredukowany i jednocześnie dynamiczny charakter groove’ów swoimi projektami okładek.

Jak ten stosunkowo progresywny gatunek sprawdza się na kasecie magnetofonowej. Czy taśma uwypukla jakieś właściwości tej muzyki?

PD - No właśnie ten gatunek ze względu na swoją historię nie jest aż tak progresywny jakby się mogło wydawać. Footwork jest być może ostatnim gatunkiem muzycznym powiązanym bezpośrednio z erą sprzed internetu, stąd gesty jego twórców są tak naturalne i szczere, bo pozbawione śladów cyfrowej estetyzacji i jej artefaktów. Z kolei taśma uwypukla pewien fakt z historii footworka, o którym już jakiś czas temu wspominałem przy okazji rozmowy z Krzyśkiem Kwiatkowskim. Chciałem w luźny sposób odwołać się do tradycji z początku lat 90. i czasu, kiedy najważniejsi DJ’e ghetto house’owi (protoplaści mającego się pojawić kilka lat później footworka) sprzedawali miksy ze swoimi (ale nie tylko) numerami na kolorowych kasetach. W zasadzie, poza imprezami i audycjami w radiu, tylko za sprawą tego nośnika można było usłyszeć swoich ulubionych producentów i ich najnowsze numery. Innym ważnym dla mnie aspektem, dla którego zdecydowałem się na kasety, jest starzenie się nośnika, skazanego na zużywanie się, dzięki czemu nagrana muzyka zmienia swoje brzmienie. Za sprawą „jednorazowego, które staje się powtarzalne”, możemy doświadczyć tej wyjątkowej i nieuchwytnej w długim procesie zmiany.

Wydawnictwa outlines są bardzo mocno zunifikowane. Począwszy od nośnika, przez liczbę tracków, określony czas kompozycji, a skończywszy na serii okładek. Skąd takie przywiązanie do formatu?

PD - Niewykluczone, że jest to pozostałość po moich wcześniejszych zainteresowaniach poezją konkretną, liberaturą, partyturami graficznymi i zamiłowaniu do łączenia różnych aspektów i mediów w jedną wielowątkową całość. Kaseta jest nośnikiem reprezentującym footworkową tradycję i przywołaniem analogowości lat 90., z kolei wybór długości utworów był próbą stworzenia kontinuum, w którym można by wydostać esencję powtarzalności z tej często gęstej, rozedrganej i chaotycznej muzyki. Klasyczne utwory footworkowe potrafiły być bardzo krótkie i trwać nawet kilkadziesiąt sekund.

Jeśli chodzi o repertuar, zdaje się, że również on jest mocno skonceptualizowany. Świadczy o tym choćby podział na cykle.

PD - Repertuar jest podyktowany chęcią poszukiwania nowych rozwiązań dla footworka i 160 BPMów. Ponieważ moje zainteresowania muzyczne wybiegają daleko poza Chicago i bardzo się różnicują, to chciałbym te moje fascynacje w outlines zaszczepić. Cykle są poniekąd wyrazem tego co mnie w muzyce inspiruje i próbą przeniesienia tego w footworkową przestrzeń. Jestem ogromnym fanem clicks n cuts, uwielbiam dub techno, awangardę, dźwiękowe rzeźby Marka Fella i SND, przedstawicieli algorave i wielu innych wciąż aktualizujących się wątków, które mam nadzieję uda mi się w outlines jakoś zapośredniczyć.

Jeden z cyklów jest zadedykowany kobietom nagrywającym footwork? outlines jest w Polsce chyba jedynym wydawnictwem muzycznym, które swoją działalnością wprowadza w życie parytet płci? Jednocześnie nie można zakwestionować wartości artystycznej, bo odnoszę wrażenie, że w 2017 to właśnie kobiety nadawały rozmachu temu gatunkowi? Przy okazji, czy w Polsce są dziewczyny nagrywające footwork / juke?

PD - Nie chciałbym dodtawiać do swojej serii jakiejś ideologii. Chciałem po prostu, na tyle na ile mogę, pomóc w promowaniu tzw. parytetu. Jednak życzyłbym sobie i nam wszystkim takich czasów, w których nie trzeba by aż tak wyraźnie akcentować danej cechy człowieka i moglibyśmy traktować takie działanie jako coś naturalnego; i tak też staram się moją decyzję postrzegać.

Faktycznie bardzo celnie zdiagnozowałeś to, co działo się w ubiegłym roku z footworkiem. Jlin i Jana Rush bardzo mocno odcisnęły swoje piętno na tym jak footwork, jako muzyka, jest obecnie odbierany na świecie. Jeśli prześledzimy historię footworka, to miejsce kobiet w jego rozwoju możemy ograniczyć w zasadzie tylko do tych dwóch producentek, ale i to się na szczęście powoli zmienia i pojawiają się kolejne kobiety (Aylu, Artfruit, Cuenique, Anna Morgan) i serie wydawnicze poświęcone footworkerkom (Femme Fusion).

Jeśli zaś chodzi o pytanie o kobiecy footwork z Polski, to dotychczas swoich sił w tym gatunku próbowała tylko øth, ale od dłuższego czasu nie widzę na jej soundcloudzie żadnych nowych produkcji.

Jak dobierasz artystów do katalogu outlines, jakim kluczem się kierujesz, jakie są genezy współpracy z poszczególnymi producentami i producentkami?


PD - Uwydatnia się tutaj mój zmysł do syntetyzowania różnych zjawisk. Niezależnie od tego, czy pracuję nad gościnnym podcastem, czy też staram się opisywać nowe dla mnie zjawiska muzyczne, zawsze towarzyszy temu pewne wrażenie formułujące się na poziomie ogólności, które z łatwością przypisuję czemuś konkretnemu. Dlatego wybór artystów często jest podyktowany pomysłem na serię, którą chciałbym w danej chwili wydać i tym, czy ich muzyka będzie pasować do tej idei. Chciałbym, aby te wybory były jak najmocniej oderwane od przyjętego schematu dotyczącego postrzegania footworka i tempa 160 bpm. Dlatego staram się, aby zapraszani artyści albo mieli własną indywidualną wizję footworka, albo by potrafili ją w sobie wytworzyć.

Większość dotychczasowych artystów, których wydawałem, miałem przyjemność poznać osobiście. Z Fulltono, CRZKNY’ym i Skip Club’em spotkałem się podczas mojej wizyty w Japonii, w trakcie której odwiedziłem trzy miasta: Tokyo, Hiroshimę i Osakę. Podczas tej wyprawy spotkałem najważniejszych przedstawicieli japońskiej sceny footworkowej i zagrałem z nimi na dwóch imprezach w Tokyo i Osace. Z kolei AGF poznałem podczas wyjazdu na rezydencję na wyspę Hailuoto w ramach projektu Soccos, którym Agee dowodziła. Od tamtego czasu jesteśmy w stałym kontakcie. Niemniej sam pomysł na zaproszenie AGF do współpracy zrodził się w ubiegłym roku.

Plany outlines na 2018 to?

PD - ... kolejne serie i nowi artyści. Mam już w głowie pomysł na dwie z nich i artystów, z którymi chciałbym podjąć współpracę. W międzyczasie finalizuję ostatnią część kobiecej serii groove’a numer 6 z Janą Rush.


przegląd dyskografii outlines wg. 1uchem/1okiem

seria 1



Pierwszą serię w katalogu wrocławskiej oficyny stanowią trzej przedstawiciele japońskiej sceny footworku. Inaugurujący działalność groove 1 doskonale odzwierciedla koncepcję repertuarową labelu, o której wspominał Dunajko; redukcji, repetycji i surowej dynamiki. W przypadku D.J. Fulltono, mamy zatem do czynienia z dwoma dziewięciominutowymi ridimami, o głębokiej basowej podstawie brzmieniowej, minimalistycznej rytmice, przejrzystej architekturze rytmicznej i repetycyjnej, transowej formie. Proste i korzenne zarazem. Groove 2 autorstwa CRZKNY rozwija tę  ascetyczną rytmiczną warstwę wzbogacając ją o zewy, pogłosy, barwy syntezatora i nieliczne tekstury. Całość wydaje się zdecydowanie bardzie frenetyczna i gęsta. Dramaturgia wiedzie te kompozycje wprost do kulminacji, przez co groove 2 sprawdzi się dobrze na parkiecie. Groove 3 w wykonaniu Skip Club Orchestra to pozycja bardziej atmosferyczna, zanurzona głęboko w dubie i przepasana ambientowymi wstęgami. Zagęszczone perkusjonalia o delikatnym, miękkim brzmieniu tkają zwiewną ażurową teksturę wzmacniając kontemplacyjny wymiar nagrania.
 
seria 2



Drugą serię inauguruje argentyńska producentka Aylu. Groove 4 jest dalekim odejściem poza footworkowe ramy, a zarazem błyskotliwą i pełną surrealistycznej fantazji realizacją zainspirowaną tempem 160 BPM. Zamiast masywnych basów, usłyszymy retro arpeggia, zamiast perkusji odgłosy piłeczek ping - pongowych, zamiast synkopujących rytmów, pojedyncze uderzenia i samplowane afrykańskie perkusjonalia. Rwana narracja i zabawa dźwiękiem, elektroakustyka i ornamentujące perkusjonalia, jazzujące wstawki i odzwierzęce odgłosy. Aylu ujmuje radosnym i bezpretensjonalnym podejściem do awangardy, wywołującej uśmiech na twarzy słuchacza. Za groove 5 odpowiedzialna jest AGF jedna z najważniejszych artystek elektronicznych, obecna na eksperymentalnej scenie od początku pierwszej dekady XXI wieku. Niemiecka producentka, proponuje interpretację footworkowej formy zbliżoną wyrazem do nagrań D.J. Fulltono i CRZKNY z pierwszej serii. Punktem wyjścia groove 5 wydaje się być estetyka techno, ciężka i surowa, z wpływami brzmień industrialnych. Brutalistyczne produkcje zostają mocno osadzone w tektonicznym basie poruszając się mozolnym ruchem. Serię zamykać będzie Jana Rush, która podbiła serca nie tylko fanów footworku  ubiegłorocznym albumem „Pariah”. Będzie to zarazem pierwsze wydawnictwo w katalogu outlines, za które odpowiedzialny jest twórca pochodzący z matecznika gatunku - Chicago. Premiera kasety planowana jest na maj 2018.

wtorek, 23 stycznia 2018

Footwork raport 2018 / Wywiad z Pawłem (Paide) Dunajko / vol. 1 - polski footwork





Polski footwork / juke jest zjawiskiem, które pomimo niszowośći i stosunkowo nielicznej sceny nie daje o sobie zapomnieć. Ubiegły rok obfitował w szereg wartych zapamiętania wydarzeń. Zaliczyć do nich można; szeroki odbiór i entuzjastyczne przyjęcie płyty Lemiszewskiego „2017 [nielegal]”; pojawienie się w katalogu outlines uznanych postaci międzynarodowej sceny footwork (CRZKNY, Skip Club Orchestra) i elektroniki (Aylu, AGF). Również w Polish Juke ukazały się markowe rilisy z zagranicy (K. Locke, Surly) oraz nagrane przez krajowych filarów (COMOC, Lux Familiar). Wspomniana epka Surly'ego „Trip to Warsaw” znalazła się na liście najlepszych nowozelandzkich wydawnictw 2017 w serwisie Beehype i w tym roku zostanie wznowiona na winylu w kooperacji z labelem Astigmatic (EABS, Bitamina). Pojawiły się niestety również informacje o zakończeniu działalności Polish Juke, choć w kontekście wznowienia wspomnianej epki, miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie. Również w 2017 piąte urodziny świętowało wydawnictwo Sequel One. W marcu tego roku ma ukazać się w Pawlaczu Perskim kompilacja, na której z footworkowym tempem 160 BPM zmierzą się producenci do tej pory nie nagrywający w tym stylu. Można zatem liczyć na dalszy rozkwit eksperymentalnego oblicza tej estetyki, co przewiduje mój rozmówca Paweł (Paide) Dunajkopromotor muzyki elektronicznej, producent, DJ, założyciel labelu outlines, oraz człowiek odpowiedzialny za przeszczepienie footworku na rodzimy grunt. Zapraszam na pierwszą część rozmowy z Pawłem, w której opowie on historii i dokonaniach polskiej sceny footwork / juke, oraz o przyszłości tego gatunku w naszym kraju. W kolejnej zaś przybliży działalność swojego labelu outlines.

Paweł (Paide) Dunajko - promotor muzyki elektronicznej, producent, DJ,
założyciel labelu 
outlines. (foto: Marek Maziarz)
Jak wyglądały początki footworku w Polsce? 

Paweł Dunajko - Musimy cofnąć się prawie o dekadę wstecz, do roku 2010. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem tę muzykę za sprawą footworkowych wydawnictw Planet Mu (DJ Nate, DJ Rock, kompilacje Bangs & Works). Była to miłość od pierwszego odsłuchu, pogłębiająca się z każdym nowym odkryciem i pozyskaną informacją na temat tej kultury.

W tamtym czasie prowadziłem regularne audycje Bass Me In w radio-alternatorze, gdzie prezentowalem szeroko pojętą muzykę taneczną. Po odkryciu footworka bardzo szybko nawiązałem kontakt z producentami z Chicago i puszczałem ich muzykę w swoich audycjach. W tym czasie Myspace właśnie kończyło żywot, a Soundcloud i Facebook dopiero zaczynały się popularyzować. Można powiedzieć, że dokonywała się komunikacyjna transformacja przybliżająca sobie artystów, promotorów i słuchaczy na niespotykaną wcześniej skalę. Znajdując footwork, miałem poczucie odkrywania czegoś nowego dla siebie, ale również chciałem się tym znaleziskiem z innymi podzielić, zwłaszcza że wtedy w Polsce poza mną footworka nikt nie promował.

Jednym z kanałów promocji moich audycji w Polsce było dubstepforum.pl. Wspominam o tym, ponieważ to właśnie tam część społeczności forum dubstepowego przyswajała sobie footworki z audycji Bass Me In, i to właśnie w wyniku wzajemnej wymiany idei i zafascynowania tym gatunkiem powstał pierwszy polski numer w tempie 160 bpm. Jego twórcą jest K.R. Ufo z szamotulskiej ekipy Ghostmental. Wyprodukował go w 2012 roku.


  
Na jakim etapie rozwoju sceny jesteśmy teraz? Jaka jest jej kondycja i najciekawsze inicjatywy?

PD - Po prawie ośmiu latach robienia w footworku, mogę powiedzieć, że pierwszą falę zainteresowania tą kulturą w Polsce mamy już za sobą. Był to okres odkrywania gatunku muzycznego i jego chicagowskich przedstawicieli, którzy przez wiele lat byli jedynie lokalną atrakcją. W tamtym czasie mogło to być odbierane jako coś świeżego, nowego i wielu polskich producentów za tym impulsem podążyło. Wyrazem tej energii było powołanie do życia w 2013 roku Polish Juke, miejsca w sieci będącego odpowiedzią na potrzebę posiadania pewnej lokalnej narracji, reprezentującej grono osób mających wspólną pasję i ideę, z którą można się było identyfikować. To już nie byłem tylko ja, promujący producentów footworkowych z całego świata. Wydana w Polish Juke kompilacja Ghost Traxx pokazała, że w Polsce posiadaliśmy duży potencjał i sporą grupę zaangażowanych w footwork ludzi – producentów i promotorów. Od tamtego czasu w katalogu Polish Juke przybyło wiele nowych rilisów, za sprawą których trzon reprezentantów Polish Juke się wykrystalizował. Mamy więc Comoca, Rhythm Baboona i Luxa Familiara. Oprócz nich jest też Symbiotic Sounds (choć bardziej kojarzony z labelem Sequel One Records, za który jest współodpowiedzialny), postać bardzo ważna dla naszej sceny – jego produkcje były promowane przez DJ’a Rashada, DJ’a Spinna i Addisona Groove’a. Powinniśmy też pamiętać o działalności U Know Me, którzy odpowiadają za wyprodukowanie pierwszego polskiego winyla footworkowego (Rhythm Baboon – The Lizard King) i regularnie promują ten gatunek w swoich audycjach radiowych.

Teraz zaś do głosu dochodzą producenci i promotorzy, którzy nie wywodzą się w prostej linii z kliki Polish Juke’owej i są to osoby próbujące interpretować footwork na swój własny sposób, dzięki czemu są pozbawione gatunkowego ciężaru i jego tradycji, które mogłyby ich ograniczać. Świetnym przykładem może być tutaj Jakub Lemiszewski ze swoim „nielegalem”, albo Mikołaj Tkacz i jego, póki co, footworkowy „projekt” Wszystko, label Magia, albo reprezentant wrocławskiego Regime’u Baby Meelo.

W obiegowych opiniach spotkać się można ze stwierdzeniem, że polska scena footwork / juke to jeden z najważniejszych ośrodków na świecie, oczywiście poza chicagowskim matecznikiem. Skąd wzięły się takie opinie? Na czym polega unikalność i rozpoznawalność polskiego footworku za granicą?

PD - W dużej mierze ma to związek z działalnością Polish Juke, w której od samego początku, oprócz promowania rodzimych producentów, równie ważnym celem było przybliżanie słuchaczom tej kultury w całej jej rozciągłości. Pokazywanie jej historii, promowanie innych ekip footworkowych i ich przedstawicieli, pozostawanie w bliskich relacjach ze światową społecznością footworkową. Konsekwentne budowanie marki przełożyło się na wyrobienie o naszej scenie takiej opinii. Poza tym kiedy powstawało Polish Juke, poza Chicago, Japonią i Francją, na świecie nie było podobnej inicjatywy. W tej chwili liczba footworkowych kolektywów znacząco wzrosła i działa na podobnym, a miejscami nawet lepszym, poziomie niż Polish Juke, co w moim odczuciu zdezaktualizowało już tę opinię o naszej „wyjątkowości”.

Czy podejście awangardowe i eksperymentalne (outlines, Lemiszewski) napędza ten gatunek w Polsce i jest wyróżnikiem tej sceny na świecie?

PD - Wydaje mi się, że póki co są to bardziej jednostkowe przykłady w kontekście ogólnych trendów panujących w naszym kraju (za sprawą Polish Juke czy Sequel One) i na świecie. Niemniej takie poszukiwania nowych rozwiązań się dokonują, choć tutaj głównie za sprawą artystów zagranicznych: przedstawicieli algorave, Rennicka Bella, Second Woman, Lee Gamble’a, Aylu, Foodmana, czy Jlin. Niewykluczone jednak, że za jakiś czas i w naszym kraju nastąpi mocniejszy impuls do rozwoju. Mam nadzieję, że druga części kompilacji „doubts”, którą składam razem z Mateuszem Wysockim, okaże się alternatywną propozycją dla Polish Juke’owej i Sequelowej tendencji. Do współpracy i eksperymentów nad footworkiem i tempem 160 bpm zaprosiliśmy rodzimych artystów całkowicie nie związanych z polskim paradygmatem footworkowym.


(foto: archiwum Pawła Dunajko)

Oprócz muzyki, footwork / juke to też kultura taneczna, jak wygląda to zjawisko w Polsce pod tym względem?

PD - Kultura taneczna ma się słabo. Poza dwoma albo trzema warsztatami footworkowymi w Polsce z udziałem Kinga Charlesa, na przestrzeni ostatnich kilku lat niewiele się w tej materii wydarzyło. Jedynymi tancerzami/footworkerami (wywodzącymi się ze środowiska house’owego) są Burza i Tarniu. Jednak z racji ograniczonego dostępu do zajęć z footworkerami brakuje im możliwości rozwoju swoich umiejętności. Niemniej kilkoma sukcesami możemy się pochwalić. Udało się nam nagrać pierwszy (i jak do tej pory jedyny) w historii polski klip footworkowy. Zaś razem z RP Boo (twórcą muzyki footwork) zorganizowałem występ Burzy i Tarnia razem z RP na scenie, w Hotelu Forum w trakcie chyba jednej z najlepszych edycji Unsoundu w 2015 roku – Surprise.

Jak sprawdza się footwork w polskich klubach?

PD - Odpowiem mało obiektywnie, ale dla mnie sprawdza się on idealnie:) Jest energetyczny, posiada chwytliwe momenty dzięki odpowiednio dobranym samplom, a za sprawą właściwie podanego seta potrafi rozgrzać najbardziej wybredną publiczność. Jednak, wchodząc w bardziej obiektywny ton, muszę stwierdzić, że imprezy stricte footworkowe w Polsce nigdy się w pełni nie przyjęły. Zwykle footwork jest uzupełnieniem bardziej zróżnicowanego repertuaru, ale impreza tylko i wyłącznie w tym stylu jest raczej rzadko spotykana (ostatnie takie wydarzenie, w wymiarze epickim, miało miejsce dwa lata temu podczas Unsoundu, kiedy razem z Jakubem Lemiszewskim, Foodmanem, Traxmanem, DJ’em Fulltono, DJ’em Earlem i footworkerami TMO i Tre przejęliśmy Room 2 Hotelu Forum). Inna sprawa, że brakuje w Polsce tzw. fanbase, która regularnie mogłaby zasilać takie imprezy w klubach, co sprawia, że bardziej odważne bookingi są dla promotorów niezwykle ryzykowne.

Jak postępuje popularyzacja footworku w Polsce? Jakie jest zainteresowanie? Jak ludzie odbierają ten gatunek?

PD
- Pamiętam jak kilka lat temu byłem na afterparty wernisażu przeglądu wrocławskiej sztuki podczas festiwalu Survival. Grał tam sobie pewien DJ. Jego selekta mogła budzić wiele zastrzeżeń, bo większość jego wyborów skierowana była do szerszej grupy odbiorców, aż tu nagle Pan DJ zagrał kawałek „Mam tak samo” Symbiotic Soundsa, który został bardzo dobrze przez bawiącą się publikę przyjęty. Wtedy pomyślałem sobie, że footwork jest już w naszym kraju rozpoznawalny:) Jeśli zaś chodzi o popularyzację zakrojoną na szeroką skalę i wymierzoną w everymana, to brakuje jakiejś przemyślanej strategii, działań mogących zwrócić na siebie uwagę większej grupy odbiorców. Sprowadza się to głównie do tego, że najważniejsze polskie inicjatywy footworkowe ograniczają się do rozwiązań wykorzystujących głównie internet i Facebooka, ale nic ponad to.

Jaka jest przyszłość gatunku na rodzimej scenie?

PD - Uważam, że najwięcej w tej chwili mogą namieszać producenci, którzy dopiero będą wkraczać na ścieżkę 160bpm’ów. Im luźniejsze podejście do gatunku i łatwość w przełamywaniu schematów, tym ciekawsze efekty mogą osiągnąć. Świadomie pozwalam sobie tutaj na pewną ogólność i nie będę wskazywał bezpośrednio na konkretnych producentów. Rok 2018 może pokazać całkowicie zaskakującą i nową odsłonę footworka na naszej rodzimej scenie. Jeśli zaś chodzi o ekipy takie jak Sequel One albo Polish Juke, to będą one zbierać owoce swojej wytężonej i wieloletniej pracy, ale na jakieś rewolucyjne i przełomowe działania z ich strony raczej bym nie liczył.

środa, 22 listopada 2017

Nie ma recenzji / Wszystko „Nie ma tytułu”

Moim muzycznym światem zatrząsł na początku tego roku „Nielegal” Jakuba Lemiszewskiego i do dziś jeszcze z radością odczuwam owe wstrząsy. Tym bardziej, że właśnie powróciły za sprawą mikro wydawnictwa „Nie ma tytułu”, którego autorem jest Mikołaj Tkacz, nagrywający pod pseudonimem Wszystko. (Pisałem o jego ubiegłorocznej płycie „AAAA!!! aaa...” tutaj).

„Nie ma tytułu” stanowi udany suplement garażowego footworku Lemiszewskiego (swoją drogą „Nielegal” ukazał się katalogu lebelu Magia, którego twórcą jest Tkacz). Trzy kompozycje Wszystkiego oparte zostały na brudnym, frenetycznym basie i przesterowanej pulsacji plączącej nogi śmiałkom, którzy chcieliby przy tym zatańczyć. Do tego dochodzą trzeszczące i zmiażdżone kompresją elementy rytmiczne, piskliwe syreny, glitchowe melodie. Wszystko tworzy unikalny footworkowy grove, stanowiąc zderzenie futurystycznej formy z estetyką lo-fi. Na tle klasyki gatunku mamy do czynienia ze zjawiskową awangardą, dla której kołem napędowym jest bezceremonialny romans nowych technologi z punkową antyestetyką.

Cyfrowej tkance, naznaczonej glitchową deformacją, towarzyszą ascetyczne wersy mruczane* pod nosem przez autora. Ich treść mogłaby być trawestacją słów „Nie będzie niczego”, które padły z ust kandydata na urząd prezydenta RP Krzysztofa Kononowicza. Tkacz spełnia obietnice wyborcze niedoszłej głowy państwa w trzech aktach; „Nie ma tytułu”; „Nie ma klubu”; „Nic nie ma”. Ów przekorne, metanarracyjne zaprzeczenie to jedna ze strategi twórczych tego muzyka i artysty wizualnego, o której przy okazji recenzji „AAAA!!! aaa...” pisałem że; „balansuje między prymitywizmem, ironią, przerysowaniem i deformacją”. Twórczy redukcjonizm, post ironia, tumblr'owa estetyka, kultura memów; wszystkie te elementy mają wyraźny wpływ na twórczość Wszystkiego. Memizacja statusu artysty, czy dzieła sztuki jest jednocześnie kreacją Tkacza, jak i kamuflażem skrywającym utalentowanego producenta, o ciekawym i oryginalnym spojrzeniu na współczesną elektronikę. Świadczy o tym najlepiej niniejsze wydawnictwo, które ukazało się w osobliwym netlabelu enjoy life.

O tym że rodzimy footwork eksperymentem stoi świadczą nie tylko nagrania Lemiszewskiego, Tkacza, czy Macieja Kujawskiego (Comoc) z Polish Juke. Istotny wkład w awangardową reinterpretacje pochodzącego z Chicago gatunku ma na rodzimym podwórku Paweł Dunajko, prowadzący kosmopolityczny label Outlines. Dla wydawanych na kasetach nagrań sygnowanych jego logiem footwork jest jedynie pretekstem do szerokich poszukiwań nowych form wyrazu i daleko posuniętych dekonstrukcji. Już w najbliższych dniach nakładem tej oficyny ukaże się nowa kaseta, której autorką jest Antye Greie, znana szerzej w świecie eksperymentalnej elektroniki jako AGF. Wydawnictwo dobitnie uzmysławia wielkie ambicje Dunajko, ze względu zarówno na znakomitą zawartość muzyczną, jak i na sam status artystki. Oba te elementy mogą przyczynić się zwiększeniu zainteresowania awangardowym wcieleniem footworku w Polsce. Czego sobie, wydawcom i producentom życzę, bo być może pozwoliłoby to zachwiać nieco ambientowo-minimalistyczny monopolem, który w mojej opinii zdominował scenę muzyki niezależnej w ostatnich miesiącach.



WSZYSTKO „Nie ma tytułu”
2017, enjoy life

* bloger nie chce przyjąć więcej meme :(