Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stara Rzeka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stara Rzeka. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 grudnia 2015

Wyschnięte źródło / Stara Rzeka "Zamknęły się oczy ziemi"

Druga i ostatnia płyta Starej Rzeki rzuciła na kolana całe zastępy polskich i zagranicznych recenzentów. Niestety, nie potrafię szczerzę zachwycić się pożegnaniem Ziołka z jego flagowym projektem. Tym bowiem co konstytuuje to dwupłytowe wydawnictwo jest kompromis, którego próżno dotąd szukać w słowniku artysty.

Muzyk, którego całą postawą twórczą kieruje ciągła ewolucja, którego nuży stanie w miejscu, i który wybiega swoimi pomysłami poza przewidywania słuchaczy i krytyków, postanawia zakończyć działalność swojego najbardziej rozpoznawalnego i cenionego przez publiczność projektu, wydając płytę utrzymaną w stylu... the best of... . Artysta, który dwa lata temu pobudził wyobraźnie odbiorców, uruchamiając całą mitologię znaczeń wokół chwytliwej koncepcji "brutalizmu magicznego", teraz serwuje materiał będący niczym więcej jak autocytatem, suplementem debiutu. Zaskakujące, jak szybko projekt Stara Rzeka zdołał wypalić się z unikalności. Jak szybko zestarzały się patenty na brzmienie i aranżacje, i jak mocno rozczarowują na nowej płycie wyszlifowane i umizgujące się do słuchacza wątki znane z "Cienia chmury nad ukrytym polu". 

Wielce symptomatyczne dla płyty "Zamknęły się oczy ziemi" jest fakt, że mamy do czynienia w dużej mierze z dziełami zebranymi. W zestawie bowiem znalazły się utwory, które nie przeszły selekcji aby znaleźć się na debiucie, jak i późniejsza kompozycja "W szopie gdzie były oczy", wydana na kasecie dla Wounded Knife. Rdzeniem "nowej" płyty jest repertuar oparty na brzmieniu gitary akustycznej. Piosenki okrojone z nieprzewidywalności, skomponowane według tego samego schematu (od lirycznego wstępu, przez spiętrzanie wątków, aż do hałaśliwej kulminacji), obdarte z metalowego ciężaru i transowej pulsacji przybierają często mdły, balladowy fason. To co w debiucie tak imponowało; drapieżność ekspresji, szerokie odniesienia estetyczne (folk, alt country, krautrock, ambient, kosmische musik, black metal), oraz trzymająca w napięciu dramaturgia, znikło obnażając sam akustyczny fundament Starej Rzeki, który momentami przybiera karykaturalną formę piosenki śpiewanej przy ognisku ("W sierpniową noc"). Wśród starych-nowych kompozycji próżno szukać tak charyzmatycznych, nieprzewidywalnych i w pewnym sensie przebojowych utworów jak "Przebudzenie boga wschodu", czy "Tej nocy / Broń nas od złego". Paradoksalnie, na tegorocznym wydawnictwie najciekawszym utworem jest znana fanom Ziołka kompozycja "W szopie gdzie były oczy", o której szerzej (i w superlatywach) już się rozpisywałem. W tym jednym utworze artysta był w stanie zawrzeć całą esencję Starej Rzeki, aranżując jej najbardziej charakterystyczne wątki w niesłyszany wcześniej sposób. Melancholijne solówki na gitarze, improwizacje utrzymane w duchu free, ciężar gitarowego dronu i elementy kosmicznej elektroniki meandrują w dość luźnych ambientowych ramach, ujawniając się w pozbawionej linearności narracji. Z perspektywy esencjonalności tego jednego nagrania, rozwlekanie "Zamknęły się oczy ziemi" do dwóch płyt wydaje się typowym przerostem formy nad treścią. Im dłuższe bowiem kompozycje tym bardziej przewidywalna narracja i dramaturgia. Ciekawie wypadają fragmenty powstałe w kooperacji z innymi muzykami. Przykładem niech będzie gościnny udział Wojciecha Jachny, który puentując "Małe świerki" rozmarzoną trąbką (żywcem wyjętą ze znakomitego wydawnictwa "Night Talks") jest w stanie, typową ziołkową balladę nasycić nieznanymi emocjami.

Z perspektywy czasu "Cień chmury nad ukrytym polem" wydaje się początkiem wszystkiego, bo choć nie była to pierwsza płyta Ziołka, to jednak stała się bazą i rozdzielnikiem inspiracji, które ewoluowały już w innych formach i składach personalnych. Właśnie stąd wykluła się kosmiczna pulsacja T'ien Lai, ciężar i motoryka Alamedy 5, ambientowy anturaż Kapital. Po wydrenowaniu najbardziej esencjonalnych wątków, ze Starej Rzeki pozostał jedynie urokliwy ruczaj, który jak się okazuje potrafi niemal bezkrytycznie zachwycić słuchaczy.

Biorąc pod uwagę z jaką kategorią artysty mamy do czynienia, tegoroczna produkcja SR wywołuje u mnie poczucie wielkiego niedosytu. Choć "Zamknęły się oczy ziemi" nie jest, jak mogłoby się wydawać z treść tej recenzji, płytą złą, to jednak nie ma już na niej czego odkrywać. Odbiorca osłuchany z muzyką Starej Rzeki zna już wszystkie elementy układanki. Taki scenariusz nie miał jak dotąd miejsca w żadnej innej kooperacji Ziołka. Każda kolejna płyta Alamedy, T'ien Lai, Kapital, a nawet Innercity Ensemble była krokiem w nieznane, wyraźnym odcięciem od wcześniejszych wydawnictw. Stara Rzeka to w moim mniemaniu jedyny projekt bydgoskiego artysty, który tak szybko się zdewaluował. Jednak powszechne uznanie jakim cieszy się płyta "Zamknęły się oczy ziemi" sprawia, że nie mogę oprzeć się wrażeniu, jakoby przyczyną tego spadku kreatywności było wyjście naprzeciw oczekiwań słuchaczy. Ziołek stał się niewolnikiem mitu, który nieopatrznie stworzył. Decyzja o zawieszeniu działalności Starej Rzeki sugeruje jednak, że muzyk był doskonale świadomy wyczerpania formuły. Być może sumą tych zdarzeń musiało być tak zachowawcze i sentymentalne pożegnanie.

STARA RZEKA "Zamknęły się oczy ziemi"
2015, Instant Classic

piątek, 7 listopada 2014

Faktura metalu - Jesienne premiery z Wounded Knife

Dzięki wydawniczej pasji, bohaterów mojego poprzedniego wpisu Janka Ufnala i Pauliny Oknińskiej, mamy dostęp do najbardziej skrywanych zakamarków rodzimej i zagranicznej awangardy nieakademickiej. Śledząc regularne premiery z Wounded Knife, możemy zakosztować w najbardziej niepokornych gitarowych i quasi jazzowych improwizacjach, a także w odważnych eksperymentach międzygatunkowych. Szperając w katalogu labelu, bez trudu usłyszymy także kojące, ambientowe impresje. Pozostając wiernym swoim gustom, Janek i Paulina wytyczają własną estetyczną ścieżkę, nie wartościując wydawanej przez siebie muzyki i nie podążając za obowiązującymi w alternatywie trendami. Mimo że, nie każda kaseta trafia do mnie ze swoim repertuarem, a niektóre przysparzają wręcz o ból zębów, to nie mam wątpliwości co do artystycznej wartości nagrań i intencji wydawców, którzy kładą nacisk na propagowanie muzyki eksperymentalnej w całej jej rozciągłości i różnorodności.

Listopad w Wounded Knife obrodził, aż trzema jesiennymi (w całości polskimi) premierami, które są kolejnym dowodem udanej muzycznej selekcji, bezkompromisowości wydawniczej Janka i Pauliny, oraz świetnego plastycznego wyczucia z jakim oprawiają graficznie wydawane przez siebie kasety.


STARA RZEKA / INNERCITY TRIO / ARRM - "Split

We wstępie do recenzji trzeba zaznaczyć, jak znakomitą dramaturgię posiada ten split. Każdy, z czterech kolejnych, zgromadzonych na kasecie utworów, podchwytuje nastrój poprzednika, aby rozwinąć jego fabułę i przenieść w odmienne ramy gitarowej estetyki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wyselekcjonowane utwory pochodzą z trzech różnych sesji nagraniowych i są autorstwa trzech różnych muzycznych projektów. Stąd oprócz zachwytu nad poszczególnymi emanacjami gitarowej ekspresji, trzeba przede wszystkim docenić intuicję wydawców, którzy skompilowali ten split w płynną i wciągającą opowieść, z wyczuciem spajając ze sobą wątki dramaturgiczne i gatunkowe.

Kasetę rozpoczyna solowy projekt Kuby Ziołka - Stara Rzeka. Perspektywa, którą w tej kompozycji obrał muzyk wydaje się śladem folkowych tęsknot widzianych przez pryzmat gitarowych i industrialnych estetyk. Usłyszeć w niej można wiele z elementów, którymi muzyk pobudzał wyobraźnie słuchaczy na "Cieniu chmury nad ukrytym polem". Są to gęste gitarowe faktury, posępne drony, otulający, wszechobecny szum i pogłos, a także charakterystyczne, "rustykalne" brzmienie gitary akustycznej, wiodącej wielowątkowe melodie na ambientowym firmamencie. Kolejnym typowym dla artysty zabiegiem jest rozbicie utworu na mniejsze kompozycje; wielowarstwowy analogowy zgiełk i akustyczny wątek melodyjny. Kuba Ziołek w 2014 dość znacznie ograniczył swą wydawnicza działalność, jednak kompozycją "W szopie, gdzie były oczy", - zarejestrowaną tego lata w Borach Tucholskich - przypomina się słuchaczom w wyborny sposób, robiąc przy tym wielki apetyt na oczekiwane wydawnictwo Starej Rzeki. Śmiem twierdzić że to jeden z najciekawszych, jeśli nie najciekawszy utwór w dyskografii Ziołka.

Obecność tego artysty możemy usłyszeć również w "Fazie życia", drugiej kompozycji splitu. Tym razem w towarzystwie bydgoskich przyjaciół; Wojciecha Jachny (trąbka) i Tomasza Popowskiego (perkusja), czyli okrojonego składu kolektywu Innercity Ensemble. Tam gdzie kończy się ambientowym wybrzmieniem kompozycja Starej Rzeki, tam rozpoczyna się sześciominutowy, esencjonalny numer Innercity Trio, zarejestrowany w bydgoskim Mózgu w 2011. Wiodącą role odgrywają w tej kompozycji Jachna i Popowski, którzy stricte jazzowy dialog trąbki z perkusją pokrywają brzmieniowym brudem. Pogłosy i efekty tłumiące barwę instrumentów tworzą gęstą i ekscytującą doom jazzową magmę, przeplataną oszczędnymi frazami gitary elektrycznej Ziołka.

Rozmazany krajobraz jaki pozostawia po sobie Innercity Trio, wydaje się doskonałą introdukcją dla konkretnych i bardziej konwencjonalnych gitarowych gestów projektu Artura Rumińskiego i Macieja Śmigrodzkiego (z towarzyszeniem Krzysztofa Kurka (gitara) i Grzegorza Zawadzkiego (perkusja)). Początkowy, charakterystyczny rockowy flow, zostaje zdekonstruowany do dronowych teł i amorficznych plam, aby finalnie "przycukrzyć" nastrojową solówką. ARRM potrzebują zaledwie dwóch utworów "Stand" i "Black Water", aby ukazać szerokie spektrum gitarowej ekspresji, w którym dopełniają się wzajemnie awangardowy eksperyment i klasyczne granie.

Jedna kaseta, 34 minuty, cztery utwory, trzy projekty, ośmiu muzyków. To sumaryczny wynik tej zaskakująco różnorodnej, ale jakże koherentnej selekcji. Nie mam wątpliwości, że to świetna znajomość estetyki gitarowego eksperymentu pozwoliła wydawcom na uzyskanie tak zadowalającego efektu. Listopadowy split Starej Rzeki, Innercity Ensemble i ARRM to jedna z najmocniejszych pozycji w katalogu WK, a jednocześnie świetna wizytówka labelu, który konsekwentnie i bezkompromisowo rozwija swoje wydawnicze emploi.

***

RETARDERS TRIO / OLTER+KWAPISIŃSKI - "Zbiór"

Kolejna listopadowa premiera, to kolejny split, tym razem rozdzielony na dwie kasety. Ten materiał z pewnością narobi wiele hałasu. Spotykają się na nim dwie eksperymentalne opozycje, czerpiące z namiętności do totalnej improwizacji. Ultra selektywne, przeszywające na wskroś Retarders Trio i oblepiony brudem i zanurzony w smogu duet Olter - Kwapisiński. Ta propozycja przypadnie do gustu tym, którzy nie lękają się nawet najbardziej wymagających muzycznych wyznań.

Pierwsza z kaset, - Retarders Trio - to surowy zapis improwizacji na saksofon barytonowy (Natan Kryszak), perkusję (Michał Kasperek), gitarę (Miłosz Cirocki) i przedmioty. Jednak nie instrumentarium, a akustyczne okoliczności nagrania stanowią wyróżniający się atut tego materiału. Surowy, metaliczny pogłos wnętrz Galerii Czułość, stanowi pretekst dla nieskrępowanych, improwizowanych ewolucji, których efekt wywołuje piorunujące wrażenie. Każdy, z furią wydobywany przez muzyków dźwięk staje się tu, brutalnym ciosem dla aparatu słuchowego odbiorcy. A, że w kulminacyjnych momentach instrumentaliści nie szczędzą sobie sił, mamy do czynienia z oszałamiającą kawalkadą dźwięków. Zabieg ekstremalnego uwypuklenia akustyki, niemal ukazuje fakturę metalu z jakiego zbudowane są instrumenty. Śmiało można się, zatem zgodzić ze słowami Grzegorza Tyszkiewicza z Bocian Records (przytoczonymi przez Paulinę Oknińską), że mamy przyjemność obcowania z "muzycznymi świrami". Dowodzą tego choćby nieartykułowane odgłosy, jakie muzycy w twórczym amoku wykrzykują z siebie, po wybrzmieniu instrumentów. Chwilami zatem, ten bezlitosny freak show przypomina dadaistyczny kabaret, innym razem fluksusową awangardę.

Kompozycje Retarders Trio to spektakl totalny, ilustrujący twórcze szaleństwo, młodzieńcze nieokrzesanie, oraz afirmację hałasu. Śledzenie tej muzycznej zajadłości, wygłodnienia na dźwięki bywa równie często pasjonujące, co fizycznie bolesne. Nie sposób, jednak nie pozazdrościć muzykom ich hiperekspresji, oraz odwagi w przełamywaniu granic dźwiękowej percepcji.

*

Olter na perkusji! Stężałem! Taki zestaw to jakość sama w sobie. W przypadku Teodora, sława ojca - jednego z najwybitniejszych polskich jazzowych perkusistów Jacka Oltera - mogłaby okazać się ciążąca i niewygodna. Teodor zatem podąża drogą bliską metalowej ekspresji perkusji - ciężkich zwalistych bębnów i  eksperymentalnych faktur. Dołącza do niego improwizujący gitarzysta Wojciech Kwapisiński.

Ich duet to starcie wagi ciężkiej, w którym orężem są gitarowe przestery, przytłaczające drony, mroczne sludgeowe wątki, chropowate warstwy perkusjonaliów, oraz mozolne, masywne dudnienie bębnów. Pobrzękiwania perkusji i szumy talerzy, szorstkim ornamentem przykrywają brudna, bulgoczącą gitarę, efektem czego jest deformacja wszelkich możliwych form, barw i brzmień. W tym swoistym dialogu muzycy ustanawiają własne zasady kompozycji, oparte na brudzie, hałasie, dysonansie i wolnej improwizacji. Rezultat tego eksperymentu jest tyleż odpychający co niepoprawny, a jednak momentami sprawia perwersyjną przyjemność.

***

SUMPF - "Sfumato"

Łagodne przejście z mroku do światła, czyli sfumato - termin zaczerpnięty ze średniowiecznego malarstwa - to tytuł improwizacji na gitary, elektronikę, i gramofonowe pętle w wykonaniu eksperymentalnego trio Sumpf (Paweł Doskocz, Piotr Tkacz, Patryk Daszkiewicz).

Okazuje się, że owo przejście od cienia do świetlistości, jest w wykonaniu Sumpf nad wyraz bolesnym doświadczeniem, a płynność owej ewolucji nie jest gwarantem jej łagodności. W tym kolosie na glinianych nogach - mocnej dźwiękiem, acz chybotliwej konstrukcji - kręgosłup stanowią zapętlone fragmenty płyt winylowych, nadające nagraniu mozolnego rytmu. Ten chwiejny rdzeń kompozycji zostaje obleczony warstwami przesterów, metalicznych hałasów, sprzężeń i dronów. Z początku narrację budują pojedyncze odgłosy i szczątki instrumentacji, im jednak bliżej końca nagrania tym dźwięki ulegają scaleniu, w co raz to donośniejszy, gruboziarnisty szum. Masywność i przenikliwość tego industrialnego skowytu, zdaje się dążyć do jakiejś trudno uchwytnej kulminacji. "Sfumato" wydaje się być aktem poszukiwania w hałasie, brudzie i zgiełku dźwiękowego absolutu, a finał ma wszelkie znamiona muzycznego uniesienia.

środa, 9 października 2013

Garażowe requiem / Alameda 3 - "Późne królestwo"

W oceanie ambientowej melancholii wygenerowanej z pogłosów niewiadomego pochodzenia rozlega się nagle shoegaze'owy sztorm tęsknie wyjących gitar. Buzujący pianą, pozbawiony selektywności i klarowności zgiełk. To Stara Rzeka wpada do morza - morza gitarowego noisu.

Kuba Ziołek przeżywa w tym roku renesans swojej aktywności muzycznej. Solowy ambientowo-gitarowo-folkowy projekt Stara Rzeka, post rockowy Hokei, eksperymentalny, dronowy Kapital, oczekujący na premierę analogowo-dark ambientowy T'ien Lai, to tylko niektóre wcielenia tego hiperaktywnego artysty. Wcielenia  trzeba przyznać bardzo trafione. Docenione zarówno przez słuchaczy jak i krytyków, w kraju jak i zagranicą. Nie ochłonąwszy jeszcze po premierze "Don't Go" Hokei'a, Ziołek, wraz z Mikołajem Zielińskim (bas) i Tomkiem Popowskim (perkusja) jako Alameda Trio zabierają nas do swojego "Późnego Królestwa".

Bez trudu można zauważyć że Alameda 3 wypływa z tego samego źródła co Stara Rzeka. Fundamentem jest bowiem brzmienie gitary podane noisowej dekonstrukcji, zdewastowane, brudne, przytłumione. Alchemia dźwięków dokonuje się tym razem z marginalną obecnością liryczno-folkowych naleciałości Starej Rzeki, oraz z nikłym użyciem elektroniki. Gitarowe faktury, oraz psychodeliczne, sfuzzowane ściany dźwięku zajmują pozycję kluczową i dominującą na "Późnym Królestwie". Przeplatają je zaś znane z albumu "Cień chmury nad ukrytym polem" delikatne na wpół akustyczne ballady. Spod rozwlekłych shoegazowych pasaży majaczy widmowy głos Kuby Ziołka, o anielskiej, delikatnej barwie jakże kontrastującej z mroczną aurą "Późnego Królestwa" Całość nagrania dopełnia gościnny udział Tomasza Pawlickiego i Wojciecha Jachny, których instrumentalna obecność we fragmentach albumu jeszcze bardziej podkreśla jego metafizyczną naturę.

Ziołek swoją hiperaktywnością stara się zaklinać bezrefleksyjną i obojętną rzeczywistość odwołując się często (zarówno w tekstach utworów, jak i w krótkich manifestach towarzyszących jego wydawnictwom) do różnych odmian religijnego mistycyzmu i filozofii, a jego twórczość umiejscawia się na pograniczu sacrum i profanum. Stąd prawdopodobnie bierze się unikalny charakter jego muzyki lewitującej pomiędzy realnością a wyobrażeniem; między czymś namacalnym i nazwanym, a widmowym i nie określonym.  Utwierdzona mocno w posadach poprzez ciężkie, masywne brzmienie, a jednocześnie oderwana od konwencji i fundamentów, odrealniona, niedotykalna i zanurzona w metafizycznej aurze.



ALAMEDA 3 - "Późne królestwo"
2013 Instant Classics

wtorek, 30 kwietnia 2013

Polska demonologia ludowa / Stara Rzeka - Cień chmury nad ukrytym polem

Polska muzyka niezależna, alternatywna, niszowa czy jakkolwiek ją nazwiemy; muzyka tworzona przez zapaleńców, którzy sami wyznaczają ścieżki muzycznej ewolucji bądź brawurowo wpisują się w aktualne światowe trendy, ma w ostatnim czasie w naszym kraju naprawdę dobry czas. Sięgając choćby po tegoroczne produkcje z radością odkrywamy szeroki wachlarz polskiego niezalu, rozpięty od muzyki użytkowej Kixnare przez wyrafinowany jazz Mikrokolektyw poprzez shoegaze'ową Trupę Trupa aż po hipnotyczno elektroniczny UL/KR. Nie miałbym chyba wielu muzycznych zaległości względem świata, gdybym przez ostatni czas obcował jedynie z polską muzyką indie. 
Do wyżej wymienionych bezdyskusyjnie dołącza teraz Stara Rzeka - solowy projekt Kuby Ziołka muzyka m.in. Innercity Ensemble i Ed Wood. I to dołącza z etykietą najniezwyklejszej jak dotąd płyty AD 2013 nagranej i wydanej w Polsce. 

Urokliwe jest już samo wydanie edycji kompaktowej. Metalowa, tajemnicza puszka o średnicy płyty CD przyozdobiona (podobnie jak sama płyta i papierowa wkładka) cudowną stylizowaną na kurpiowską leluję grafiką. W środku tej puszki pandory kryje się równie osobliwy, co inspirujący wszechświat muzyczny Kuby Ziołka. 

Bodaj po raz pierwszy od momentu jednego z najpiękniejszego rozdziałów w polskiej muzyce niszowej, jaką była wydawnicza działalność Obuh Records, mamy do czynienia z tak alchemicznym podejściem do muzyki.
Cień chmury nad ukrytym polem idealnie wpasowuje się w etnoposzukiwania w magicznym świecie ludowego folkloru. Mimo że Ziołek nie korzystał w trakcie nagrania ani z ludowych instrumentów, ani bezpośrednio nie odwołuje się do kultury ludowej, to jednak na albumie Starej Rzeki obecny jest ten sam duch, który niemal 20 lat temu wypełniał słowiańską magią nagrania Za Siódmą Górą, RongWrong czy Karpat Magicznych. Nie jest to relacja czysto muzyczna, a jedynie jakieś mentalne pokrewieństwo łączące tych artystów w etnologicznych eksploracjach. Ta muzyka mimo mariażu elektroniki z muzyką gitarową ma bowiem bezpośredni związek z naturą i oswajającą ją kulturą duchową.

Ziołek obmalowuje melancholijny pejzaż, płynnie przechodząc od apokaliptycznych doom metalowych mroków do dronowych ballad. Folkowe akordy często zostają przesłonięte chmurą gitarowego zgiełku, który stanowi permanentną fakturę kompozycji albumu. W ten strunowy żywioł doskonale adaptują się syntezatory nadające muzyce Ziołka dynamiki i koloru.  
Z każdym kolejnym przesłuchaniem Starej Rzeki zaskakuje mnie ilość i rozstrzał muzycznych odniesień. Na Cieniu chmury odnaleźć można zarówno echa amerykańskiej doom metalowej muzyki Sunn O))) oraz nieco lżejszego Barn Owl, ale również wychwycić można Coil' owy klimat rodem z Astral Disaster, apokaliptyczny folk Death In June czy pulsującą analogową elektronikę Can. 

Warto również odnotować różnicę między wydaniem płytowym, a kasetowym Cienia chmury nad ukrytym polem, które wspólne mają jedynie trzy i pół piosenki. Materiał Cd jest zdecydowanie ostrzejszy i metalowy momentami bliższy muzyce macierzystej kapeli Ziołka Ed Wood. Z kolei wersja wydana na kasecie jest spokojniejsza i oniryczna. Na obu jednak nie brakuje etnopsychodelii, która (mimo że za oknem wiosenna erupcja) oddaje melancholijny klimat babiego lata.

STARA RZEKA - Cień chmury nad ukrytym polem
Instant Classic (cd) / Few Quiet People (kaseta) 2013