czwartek, 7 grudnia 2017

Oswajanie awangardy / Melatony „Melatony”

Emancypacja instrumentów perkusyjnych poza rytmiczny idiom trwa w najlepsze w solowych poczynaniach Huberta Zemlera. Akademickie doświadczenie, oraz peregrynacje awangardowych i etnicznych form perkusyjnych nigdy nie stoją w sprzeczności z przystępnością muzyki tego artysty. Nie inaczej jest w przypadku Melatonów, solowego projektu wydanego na kasecie przez Pawlacz Perski.

Tym co zdaje się dominować nad repertuarem Melatonów jest harmonia i kompatybilność wszystkich elementów nagrania. Barwy instrumentów perkusyjnych dopełnione sprężystym basem i subtelną syntezatorową ilustracją utrzymane są w tej samej ciepłej tonacji, wspaniale strojąc ze sobą i rozpływając się miękko w przestrzeni. Subtelna, transowa forma z lekkością meandruje między estetykami, przywołując jedynie ich aurę. Echem odbijają się tu krautrockowa motoryka, chicagowski melodyjny post rock, dubowa pulsacja, łagodna psychodelia i wątki etniczne.

Przy wszechstronnej artykulacji, którą biegle operuje Zemler, najistotniejsza wydaje się lekkość z jaką jego instrumentalne talenty zostają wyeksponowane. Po eksperymentalnych, solowych nagraniach z awangardowym repertuarem, „Melatony” nabierają niemal popowego, rozrywkowego powabu. Choć faktem jest, że nawet te bardziej wymagające wydawnictwa Zemlera bywają także nadzwyczaj urokliwe. Muzyk bowiem jak mało kto potrafi tak zaczarować słuchacza brzmieniem instrumentów, przestrzenią i nastrojem, że pozwala mu tym samym oswoić nawet bardziej skomplikowane formy (tak było choćby na „Pupation of Dissonance”). Przy okazji recenzji jego ostatniego solowego wydawnictwa autor wspominał; „amerykańskim minimalistom udało się dokonać interesującej rzeczy – sprawili, że ich muzyka stała się przyjemna w słuchaniu, pozostając jednocześnie w kręgu muzyki istotnej”. Nie ma wątpliwości, że podobna idea przyświeca Zemlerowi, a co ważniejsze znajduje swoje odbicie w jego muzyce.

Hubert Zemler należy do moich ulubionych rodzimych twórców. Nigdy dotąd jego nagrania solowe, czy zespołowe nie rozczarowały mnie. Mimo dużej aktywności na polu muzyki popularnej, improwizowanej, czy awangardowej jego twórczość zdaje się pozostawać nieco w cieniu. A z pewnością jest to artysta co najmniej tego samego kalibru co, bardziej rozpoznawalni Jakub Ziołek, Wacław Zimpel, czy Raphael Rogiński. Warto by było aby jego muzyka dotarła do jak najszerszego grona słuchaczy, bo oswaja to co z pozoru tylko trudne do zrozumienia. Zemler posiada imponujący warsztat instrumentalny, a jego muzyka jest równie przenikliwa, ciekawa co oryginalna. Jego praktykę cechuje perfekcjonizm i precyzyjność, które nigdy jednak nie przesłaniają muzyczności jego nagrań. Znakomicie skrojone kompozycje są zawsze udanym kompromisem między eksperymentem, a przyjemnością słuchania. 

„Melatony” trwające niespełna pół godziny zdają się znosić poczucie czasu w muzyce. Hipnotyzują niczym psychoaktywna substancja łagodnie wprowadzająca w stan odrealnienia. Bogactwo inspiracji, instrumentacji, brzmień i nastrojów zostaje ujęte w sposób tak naturalny i nienaglący, że zdaje się wybrzmiewać dwa razy dłużej niż wskazuje zegar odtwarzacza. Nie ma przy tym jednak nawet przez chwilę poczucia pójścia przez autora na skróty. Kompozycje Melatonów są zaaranżowane bogato i wielowarstwowo, wypielęgnowane ze smakiem i z czułością na wszelkie detale. Wyrafinowane brzmienie harmonizuje z eterycznością melodii, pozwalając słuchaczowi na subtelne oniryczne odloty.



MELATONY „Melatony”
2017, Pawlacz Perski

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza