Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Kurek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Kurek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 października 2015

Naive house / Heroiny - "Ahh-Ohh"

Piotr Kurek to artysta, dla którego muzyki próżno szukać estetycznych szufladek. Jego niepodrabialny styl nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia właśnie z jego nagraniami. Skąd bierze się fenomen tego artysty? Z pewnością dużo w tym temacie zdradza jego najnowszy solowy projekt Heroiny i wydana dla Dunno płyta "Ahh-Ohh".

Dla wszystkich, którzy oczekiwali kontynuacji "Edeny", onirycznej, modularnej odysei Kurka spotkanie z Heroinami mogło zaskoczyć. Kto marzył, aby raz jeszcze zanurzyć się w pastelowych dźwiękach tej quasi operetki, musiał dość szybko zostać sprowadzony na ziemię prymitywnym brzmieniem automatu perkusyjnego i żałośnie zawodzącej gitary. Kto jednak uważnie śledził poczynania artysty, cofnie się w pamięci do roku 2006 i współtworzonego z Marcinem Stefańskim duetu Ślepcy. Wystarczy jedynie odtworzyć kompozycję "With Charles Bukowski On The Ride", aby uświadomić sobie, że pozornie karkołomny pomysł łączenia gitary z automatem perkusyjnym zakiełkował w głowie Kurka już dawno temu. "Ahh-Ohh" jest jednak czymś więcej niż powrotem (być może podświadomym) do pomysłu sprzed lat. Jest sumą muzycznych eksperymentów łączącą wątki, które od prawie dekady pojawiają się w unikalnej muzyce artysty. 

Aż strach pomyśleć co by się stało gdyby Kurek do dyspozycji miał, dajmy na to, zestaw piła i Kaos Pad. Nie mam wątpliwości, że ze swoją wyobraźnią i poczuciem humoru wyszedłby nawet z takiej konfrontacji z tarczą, gdyż dla tego twórcy nawet najbardziej zaskakujące wyzwania stają się motorem napędowym grania. Do nagrywania płyty "Ahh-Ohh" Kurek przystąpił więc z autentyzmem prymitywisty, realizując swoją artystyczną wizję z tego co aktualnie znalazło się pod ręką. A że muzyk nie lubi powracać do instrumentów wykorzystanych przy realizacji wcześniejszych nagrań, tym razem ochoczo sięgnął po gitarę, na której, jak wspominał w jednym z wywiadów, grać nie potrafi, oraz po maszynę perkusyjną, którą ktoś podrzucił mu zupełnie przypadkowo. Sądząc po temperamencie i brzmieniu tych instrumentów Kurek najwyraźniej gitarę musiał zawinąć od Jandka, a automat od Legowelta. 

Samo już zestawienie tych dwóch artystów może wydawać się kuriozalne, a jednak w kontekście płyty Heroin jest jak mniemam uzasadnione. "Ahh-Ohh" zaaranżowano na naiwne akordy pijanej gitary, jawnie drwiącej sobie z tonalności, oraz vintage'owe brzmienie perkusji, dopełniane kwasowym akompaniamentem syntezatorów. Kwintesencją ekspresji opartej na swobodnej zabawie konwencjami, oraz surrealistycznego podejścia Kurka do muzyki, a przy tym punktem kulminacyjnym krążka jest utwór "Braids" oraz tytułowa kompozycja "Ahh-Ohh". W krzywym zwierciadle migoczą tam zarówno echa Jandkowego country - bluesa, garażowej improwizacji spod znaku Sonic Youth, oraz muzyki klubowej o tanecznym potencjale. Dodatkowego smaczku temu szalonemu muzycznemu amalgamatowi dodaje charakterystyczna dla muzyki Kurka figlarna melodyka i skoczność, przywołująca na myśl formy ludowe. To właśnie te elementy kompozycji, podobnie jak na "Edenie" odpowiedzialne są za oryginalny styl artysty charakteryzujący się nieuchwytną narracją, intrygującymi plątaninami polifonii, oraz wszechobecnym nastrojem psychodelii. 

Piotr Kurek podchodzi do muzyki ze śmiałą wizją i bez uprzedzeń. Udanie łączy wątki, o których balibyśmy się nawet pomyśleć. Jego twórczy entuzjazm w pełni udziela się słuchaczowi. "Ahh-Ohh" to muzyka na rauszu, w pewnym sensie przaśna (zestawienie instrumentów), z pewnością figlarna i pełna surrealistycznego dowcipu, ukrytego za kamienną powierzchownością, niczym u Bustera Keatona. I podobnie jak w przypadku tego znakomitego komika, u Kurka nawet pastisz wypada niezwykle finezyjnie.


HEROINY - "Ahh-Ohh"
2015, Dunno

środa, 2 lipca 2014

Anarchia, miłość, postmodernizm / Abrada + Técieu + Duy Gebord

ABRADA - "Abrada" / 2014 / Family Adventures


Stęskniłem się mocno za muzyką Piotra Kurka. Od wydania nieziemskiej "Edeny" minęło już przeszło półtora roku, w trakcie których muzyk objeżdżał cały świat prezentując swe nietuzinkowe dźwięki i podejmując rozmaite twórcze kooperacje. Jedną z nich jest Abrada - projekt zrealizowany wespół z rezydującym w Kanadzie muzycznym improwizatorem Francesco De Gallo. "Abrada" to 24minutowy zapis ich wspólnego występu w jednym z Montrealskich klubów. 
Zarejestrowana na kasecie improwizacja tylko fragmentami przypomina muzyczne wątki poruszane dotąd przez Piotra Kurka, częściej zaś wprawia w prawdziwe osłupienie. "Abrada" to nieokiełznany żywioł dwóch bezkompromisowych twórców, w których gest twórczej wolności dominuje nad poszanowaniem jakiejkolwiek konwencji. Już sama jakość nagrania przyprawia o konsternacje. Przytłumione, przesterowane i zduszone dźwięki brzmią jakby zostały nagrane na dyktafon wprost z klubowego stolika. Zaprezentowana koncepcja audio tej rejestracji idzie jednak wespół z treścią kasety, która brutalnie stawia nas wobec muzycznych przyzwyczajeń, konfrontując słuchacza z nieokiełznaniem i chaosem. Ze względu na unikalną formę nagrania nawet identyfikacja dźwięków wydaje się być wróżeniem z fusów. Mózg nieudolnie próbuje rozpoznawać dźwiękowe poszlaki, przez co odszyfrowanie instrumentarium i wątków estetycznych pozostaje jedynie w zakresie domysłów, obarczone widmem nadinterpretacji. Jednak ponieważ "Abrada" ma wdzięk muzycznego omamu, trafna identyfikacja przestaje być sprawą nadrzędną, dopuszczając wyobraźnię słuchacza do swobodnej interpretacji tożsamej z improwizowaną formą nagrania.

Zawartość muzyczna kasety jest odwrotnie proporcjonalna do czasu jej trwania. Szalona improwizacja kompresuje w zaledwie dwóch krótkich kompozycjach mnogość odniesień i poruszonych wątków. "Abrada" to surrealistyczna kakofonia poszatkowanego folkloru, niezidentyfikowanych sampli, piejących w wysokich rejestrach organów, zanurzona w egzotycznej psychodelii klawiszy Kurka, preparowanego saksofonu De Gallo i hałaśliwych efektów. Umieszczona zostaje w przeraźliwym przesterze, przy niskiej przejrzystości dźwięku i zerowej selektywności. Przebieg improwizacji dynamizuje wszechobecna w materiale rytmika przybierająca głównie krautrockowe podziały, świetnie korespondujące z południowoamerykańska cumbią, której obecność (jak mi się wydaje) zostaje na "Abrada" kilkukrotnie przytoczona, bądź to poprzez dźwięki (przypominające) poszatkowany akordeon, bądź przez specyficzne taktowanie tej ludowej formy muzycznej.

Wspólne nagranie Kurka i De Gallo przypomina natchnioną kinematografię Alejandro Jodorowskiego. To obłąkańczy rytuał, gloryfikujący szaleństwo i wolność od wszelkiego rodzaju konwencji i ograniczeń. Brutalna i destrukcyjna próba odcięcia się od skojarzeń, sprawnie wymykająca się próbom interpretacji. Ilustracja zapadania się w muzycznej ekstazie (twórczym szale), przekroczenie przyjętych norm kompozycji i brzmienia. Rodzaj artystycznej transgresji, wyjścia poza to co akceptowalne i oswojone. Utrata kontroli i poddanie się żywiołowi improwizacji.



***


TECIEU - "Miłość" / 2014 / Fuck You Hipsters!


Nie tak dawno goszcząca na łamach tego bloga Tekla Mrozowicka, tym razem jako Técieu prezentuje swoją najnowszą epkę. "Miłość" to trzy kompozycje oparte na podobnym schemacie, w którym niski, pulsujący dron zostaje obleczony szumem o różnym stopniu intensywności, ziarnistości i gęstości. Jedyny ruch dyktują tutaj sinusoidalne fale nakładających się na siebie dronów, wibrujące wewnętrznym rytmem. Reszta zaś tkwi w statycznym zawieszeniu generując kumulujące się ściany glitchowych szumów. Trzeba selektywnego ucha aby wyłowić u źródeł gęstniejących hałasów syntezator. Gdyby nie skonfrontowanie tego faktu z wydawcą obstawiałbym bez wahania gitarę, zaprzężoną w serię destruujących efektów.

Swoistą właściwością nagrań Tekli Mrozowickiej jest ich zmysłowość, która powoduje, że niezależnie od drapieżności materiału i natężenia hałasu omamia on swą hipnotyczną aurą i urzeka wewnętrznym ciepłem. W tych medytacyjnych kompozycjach bez trudu można oderwać się od rzeczywistości, tracąc rachubę czasu.

Muzyka Técieu ma dla słuchacza głęboko ukryty przekaz, skryty pod brutalnym brzmieniem hałasów i potężnym ciężarem dronów. Trafi on do każdego, kto zanurzy się w jej kompozycje bez żadnych oczekiwań i pretensji. Tym skrytym przed niepowołanymi gośćmi komunikatem jest; miłość i namiętność bijąca z jej muzyki. A "Miłość" według Técieu jest zarazem gwałtowna intensywna, cierpka i chropowata, ale jednocześnie namiętna, rozedrgana i pełna pasji.

Jeśli można czegokolwiek żałować po przesłuchaniu tej epki to jedynie tego, że jest zbyt krótka, aby z pełną satysfakcja zatracać się w niej. 



***

DUY GEBORD - "Kelp" / 2014 / Pawlacz Perski


Duy Gebord to nowa twarz na polskiej scenie eksperymentalnej. Ukrywającym się pod pseudonimem stanowiącym ananim imienia i nazwiska francuskiego filozofa i myśliciela jest Radosław Sirko realizator dźwięku, radiowiec i kulturoznawca. Jego debiut dla Pawlacza Perskiego to pocztówka z postmodernizmu, gra konwencjami i deliryczny kolaż mieszający wszystko ze wszystkim, bez żadnych świętości. To przywalony tonami gruzu popkulturowy śmietnik, który na skutek fermentacji obrodził hybrydami estetyk i cytatów. IDM, nagrania terenowe, jazz, ambient, kulawe techno, quasi pop, shoegaze, industrial, post rock, a nawet repetycyjne eksperymenty przywodzące na myśl minimalizm Steve'a Reicha, kłębią się chaotycznie na kasecie Geborda, przysypane wszechobecnym gitchem. Ślady estetyk i konwencji wynaturzone do granic możliwości, zostają brutalnym i beznamiętnym gestem zrównane do hałaśliwej pulpy przesterowanej elektroniki. Trudno cokolwiek antycypować na tej płycie, bowiem wątki wyskakują tu niespodziewanie, niczym królik z kapelusza, wielokrotnie przeplatając się i mieszając w ramach tej samej kompozycji.

Nie można odmówić Gebordowi talentu, kompozytorskiego, szczególnie w gitarowo- "piosenkowym" wydaniu, który zdradza w krótkich fragmentach kasety. Trzeba bowiem zaznaczyć że na "Kelp" znajdują się również nastrojowe melodie, utrzymane w balladowym klimacie, których urok odkryć można po żmudnym przedarciu się przez hałaśliwe struktury trzasków, szumów, pogłosów i przesterów. Obecność harmonijnego elementu w pewnym stopniu równoważy kompozycyjny i aranżacyjny zgiełk materiału, dzięki czemu naszym wspomnieniem po jego przesłuchaniu nie będzie jedynie wykoncypowana kawalkada hałasów, ale i obietnica wrażliwości i delikatności.

Brzmieniowo, doszukać się można podobieństw do twórczości muzyków reprezentujących nowojorski label Paw Tracks zwłaszcza do artystycznego niechlujstwa Black Dice, czy eklektycznego rozgardiaszu Erica Copelanda.





wtorek, 19 marca 2013

Ku muzyce osobnej czyli inne światy Piotra Kurka.

Aby opisać muzykę Piotra Kurka trzeba posłużyć się całą armią przymiotników. Nie ma innego sposobu, aby przybliżyć muzykę, która nie klasyfikuje się w żadne znane dotąd kategorie.
Niebywale ilustracyjny charakter muzyki Kurka oraz jej niezwykła plastyczność skłaniają do nieuniknionej afektacji, pod którą kryją się oddające emocjonalną naturę "kurkowej" muzyki słowa klucze - oryginalna, nietuzinkowa, zagadkowa, tajemnicza, przewrotna, frywolna, rubaszna, pokraczna, karykaturalna, baśniowa, afirmatywna, psychodeliczna czy psychoaktywna.
Nagrania Kurka oczywiście noszą w sobie znamiona inspiracji takimi rozpoznawalnymi gatunkami jak krautrock, kosmiche music, new age, lo-fi, eksperymentalna elektronika, elektroakustyka czy jazz, jednak pełnią one tylko funkcję kierunkowskazów bardziej dla słuchaczy i recenzentów niż dla samego autora.
Kurek potrafi żonglować elementami wspomnianych gatunków z niezwykłą swobodą, dzięki czemu jego  pozbawione eksperymentalnego ciężaru i przeintelektualizowania nagrania zmierzają w stronę muzyki "osobnej" i unikatowej.
Kompozycje bohatera tego wpisu tworzą muzyczny teatr absurdu, śmiało łączący tragedię z komedią w sposób tyleż błyskotliwy co groteskowy. Łatwiej odnaleźć w ich narracji i emocjach jakie wywołują, odniesień do innych dziedzin sztuki, zwłaszcza do teatru, literatury i filmu niż szukać ich odpowiedników w świecie muzyki. 
Dźwiękowa ekwilibrystyka autora nieustannie przywołuje mi na myśl słowotwórczą błyskotliwość  Witkiewicza czy Lema, a z kolei pijane korowody galopujących dźwięków zapętlonych przez Kurka w szalone pętle, przywołują karnawałowe szaleństwa rodem z filmów Felliniego.
Kojarzenie Kurka z tymi dziedzinami sztuki nie jest bynajmniej przesadzone, albowiem jako muzyk ściśle współpracuje z teatrami i ośrodkami teatralnymi i właśnie tam szukałbym zaczątków jego oryginalnej stylistyki.

 Ślepcy / Inne pieśni / Teatr - 2006 - 2010

Jak eklektycznie usposobionym i otwartym na najodleglejsze fascynacje kompozytorem jest Piotr Kurek, świadczą jego pierwsze muzyczne wydawnictwa i współpraca zarówno z Lubelskim Teatrem Tańca oraz Ośrodkiem Kultury - Rozdroża jak i z Marcinem Stefańskim w ramach idm-owego projektu Ślepcy. 
Z tego czasu pochodzi wydany w 2006 przez undergroundową amerykańską wytwórnię Cock Rock Disco  materiał We Are The Newest Battle Model, będący wypadkową glitchowego idm i brutalnego breakecore, który jak dotąd jest jedynym tak cyfrowym i "tanecznym" albumem Kurka.
W niezbyt odległym czasie od wydania Ślepców dokonała się jednak kolosalna wolta artystyczna wtedy jeszcze lublinianina.  
Oto w 2010 Ośrodek Rozdroże zaprezentował płytę prezentującą  bałkańską, albańską i włoską muzykę ludową w reinterpretacji Kurka. Był to nagrany podczas festiwalu "Pieśni Bałkanów" (2008) głównie wokalny materiał, do którego Kurek dograł przy pomocy m.in. gitary, wibrafonu i melodyki własny akompaniament.





Lectures / Heat / Digitalis - 2009 - 2011

W roku 2009 portugalska wytwórnia Cronica wydała płytę Lectures, która oznaczyła pewne spektrum poszukiwań muzycznych Kurka, a które od tego czasu będzie ewoluowało na kolejnych płytach kreśląc świadomą i zdecydowaną wizję muzycznego uniwersum Kurka.
Koncepcja Lectures i samo nagranie powstało w 2007 roku jako zapis festiwalowego występu poświęconego twórczości angielskiego awangardzisty i wielkiego improwizatora muzyki współczesnej Corneliusa Cardew'a. 
Usłyszeć na niej możemy patchworkowy kolaż elektroakustyki i noir jazzu, w który wplecione zostały fragmenty manifestów Cardew'a dotyczących sztuki komponowania i postrzegania muzyki awangardowej. 
Lectures chwilami przypomina dokonania  eksperymentalnego studia polskiego radia, zaś swoim hipnotycznym nastrojem przenosi skojarzenia również w stronę filmowej muzyki kompozytora Lecha Majewskiego  oraz surrealistycznych i mrocznych obrazów Braci Quay.

Heat - kaseta wydana w 2011 dla prestiżowego wydawnictwa Digitalis specjalizującego się w analogowej, nietuzinkowej elektronice, rozwijała pomysły zawarte na Lectures, poszerzając je m.in. o inspiracje Amazonią i jej muzyką. Ten swoisty dźwiękowy found footage sięgający po stare dokumenty filmowe i wykopaliska muzyczne z lat 60-tych, oparty na kosmicznym brzmieniu organów Philipsa, sprawia wrażenie przedzierania się w gorączce przez duszną i gęstą dżunglę, której mroczna i skondensowana aura przynosi nieuniknioną nostalgię i smutek tropików. Na Heat najmocniej dają o sobie znać fascynacje kosmische music i w tym jedynym przypadku muzyka Kurka koresponduje nieco z nagraniami innych twórców; głównie Andrew Pekklera, i Jana Jelinka, którzy swego czasu również ulegli podobnym inspiracjom. 
Oczywiście skojarzenia kosmische music, z tropikami i krautrockiem nasuwają tu uzasadnione inklinacje z twórczością niemieckiego Popol Vuh, jednak muzyka Kurka nosi dodatkowo w sobie znamiona jakiejś nieokreślonej przekory, podskórnej radości czy też fircykowatej przewrotności, która już na kolejnych albumach (Dalia, Edena) zostanie wyeksponowana jako główny motyw.

Piętnastka / Sangoplasmo - 2011

Piętnastka to projekt współpracy Piotra Kurka z przyjaciółmi (Hubert Zemler, Przemysław Osiewicz) i pierwsza kaseta wydana sumptem niezależnej wrocławskiej wytwórni Sangoplasmo. To kolejny trudny do jednoznacznego zdefiniowania muzyczny kolaż, który został nagrany na przestrzeni 2007 -2011. Na nim Kurek prezentuje radosne i groteskowe wręcz oblicze swojej muzycznej osobowości.  
Dalia jest skoczną i "wesołkowatą" mieszanką quasi folku z elektroniką lo-fi i żywą perkusją. Tak karkołomne z pozoru połączenie przywodzi na myśl groteskową osobliwość muzyki cyrkowej. To muzyczny recykling, w którym Kurek wynajduje rzeczy najbardziej osobliwe i kuriozalne oraz - wydawałoby się - najmniej pasujące do siebie. Na dźwiękowym śmietnisku Dalii odnaleźć by można zarówno kwasowe brzmienie klawiszów Raya Manzarka, elektronikę a'la Mouse On Mars zubożoną o idm-ową rytmikę albo echa ścieżek dźwiękowych z non kamerowych filmów Juliana Antonisza. Retro-futurystyczny koncept finalnie osiąga rubaszny i ludyczny charakter, proponując transową, jedyną w swoim rodzaju quasi wodewilową perełkę, która z powodzeniem mogła by ilustrować jeden z szalonych korowodów wieńczących któreś z arcydzieł Felliniego.

Suaves Figures / Shibboleths - 2012

W 2012 na tle wzbierającej fali resentymentu za magnetofonową kasetą a także coraz ambitniejszych poczynań kasetowych wytwórni, Piotr Kurek zaczął być postacią szerzej rozpoznawalną i docenianą.
Był to też dla niego szalenie płodny rok, który został w grudniu zwieńczony Edeną - jedną z najbardziej niezwykłych płyt, jakie kiedykolwiek słyszałem.
Najpierw jednak przez kasetowe Sangoplasmo wydany został duet Suaves Figures - kooperacja Kurka z Sylwią Monnier, francuską artystką eksplorującą analogową gałąź ambientu. Nouveaux Gymnastes w całości wypełniony został soczystym i gęstym brzmieniem analogowych syntezatorów modularnych. Statyczne, ambientowe pejzaże, przykryte momentami delikatnymi teksturami szumów, natchnione zostały psychoaktywną mocą niczym Time Machines Coila. Nasycenie tych mięsistych brzmień osiąga taką moc, że odnosi się wrażenie jakby dźwięki za chwilę miały wylać się z głośników gęstą i smolistą lawą.

Mroczny klimat dominuje również w wydanej dla Cronica w formie mp3 kompozycji Shibboleths, która łączy ze sobą nagrania terenowe z krautrockową transowością. Po momentach ambientowego wyciszenia nagranie przybiera mocą przez zapętlające się z wolna szepty, pomruki, charakterystyczny  "kurkowy" akordeon i organy. W tym zgiełku pojawia się również miejsce na trąbkę, która wspaniale współgra z osiągającymi coraz większe rejestry dronami. Ten 30-sto minutowy materiał jest ukłonem w stronę mroczniejszych momentów twórczości słyszanych już na Heat i Lectures.

Edena - 2012
W grudniu zostaje wydana Edena, która jest dla mnie sublimacją wszystkich dotychczasowych "odlotów" Kurka w koherentną, lecz jak zwykle trudną do opisania całość. Jej postrzeganie wymyka się prostym skojarzeniom z innymi twórcami i jest przykładem muzyki krańcowo osobnej i indywidualnej.
Edena - jest na tle poprzednich dokonań Kurka płytą wielce ascetyczną. Zbudowana na fundamentach głębokich analogowych brzmień o dubowych proweniencjach jest kompozycją niezwykle skupioną i skondensowaną, zaś w swojej abstrakcji wręcz hermetyczną.
Kurek z gracją primabaleriny i ogromną dbałością o detale tworzy dźwiękową rzeźbę ujmując jej przy tym zbędnego ciężaru, co pozwala muzyce oderwać się od ziemi i jej ziemskich skojarzeń.  Nadaje Edenie rajską aurę świętości, podkreślaną przez chóralne zaśpiewy i delikatne brzmienie plumkających klawiszy.  
Edena ma w sobie coś z sacrum a jej natura jest jednocześnie rytualna i psychodeliczna. To zupełnie nieznane i niezwykłe muzyczne uniwersum. Rzecz nieprzeciętna i oryginalna. Tajemnicza, ale pełna lekkości i polotu.
To również muzyka do samodzielnego montażu. Swobodnie możemy przekierowywać naszą uwagę na różne równoległe plany, które intensywnie przyciągają naszą ciekawość pozwalając kontemplować meandrujące wątki melodii.


PIOTR KUREK - Becoming Light from Moduli TV on Vimeo.

Muzyczny retro-futuryzm Piotra Kurka przypomina mi Bajki Robotów Stanisława Lema. Pozbawiona hi-endowych fajerwerków i czerpiąca z popkulturowego śmietniska metoda komponowania, ukazuje oniryczne światy zamieszkałe przez abstrakcyjne stwory pełne ludzkich namiętności, słabości i tęsknot. Nośnikiem tych retro-futurystycznych wizji jest w przypadku Kurka wyciągnięta zza grobu kaseta magnetofonowa. Groteskowy retro-gadżet podatny na fizyczne i magnetyczne usterki wpływające na jakość nagranego na nim materiału. Zwalniająca, przyspieszająca, wciągająca i rwąca się taśma idealnie pasuje do surrealistycznej wizji "kurkowej" muzyki. Obciążona resentymentem sprawia dla wielu wrażenie przypomnianej tylko dla kaprysu, czy mody, odnalezionej i uratowanej tylko na chwilę, aby za chwilę odejść w niebyt.
Sam Kurek przypomina zaś postać szalonego naukowca - samouka poświęcającego swoje życie w imię abstrakcyjnych idei, niczym dr Emmet Brown z Powrotu do przyszłości budujący maszynę do przenoszenia w czasie, niedoceniany i zignorowany, któremu jednak udało się ziścić swoje marzenie.
Wehikułem Kurka jest jego niezwykła muzyka, która na przestrzeni czasu wyewoluowała w stronę muzyki osobnej, wymykającej się próbom zaszufladkowania. Źródłem tego rodzaju osobliwości jest z pewnością  doświadczenie pracy w teatrze, które od samego początku towarzyszy muzycznym poczynaniom Kurka. Teatralna wrażliwość to rodzaj praktyki uwalniający od konwencjonalnego myślenia oraz procentujący odwagą i swobodą komponowania, która nie zna żadnych ograniczeń poza wyobraźnią twórcy. A ta okazuje się być - jak wstęga mobiusa na okładce Edeny - nieskończona. 


http://www.piotrkurek.com/
http://piotrkurek.bandcamp.com/

Postscriptum:
Wspaniała wiadomość dla fanów Piotra Kurka i kolekcjonerów kaset z wytwórni Sangoplasmo. Już w kwietniu w trasę po Polsce wyrusza silna delegacja wrocławskiego labelu w składzie Piotr Kurek i Lutto Lento (założyciel   wytwórni)! Sprawdźcie daty! http://www.facebook.com/events/593059940709526/?fref=ts