Moim muzycznym światem zatrząsł na początku tego roku „Nielegal” Jakuba Lemiszewskiego i do dziś jeszcze z radością odczuwam owe wstrząsy. Tym bardziej, że właśnie powróciły za sprawą mikro wydawnictwa „Nie ma tytułu”, którego autorem jest Mikołaj Tkacz, nagrywający pod pseudonimem Wszystko. (Pisałem o jego ubiegłorocznej płycie „AAAA!!! aaa...” tutaj).
„Nie ma tytułu” stanowi udany suplement garażowego footworku Lemiszewskiego (swoją drogą „Nielegal” ukazał się katalogu lebelu Magia, którego twórcą jest Tkacz). Trzy kompozycje Wszystkiego oparte zostały na brudnym, frenetycznym basie i przesterowanej pulsacji plączącej nogi śmiałkom, którzy chcieliby przy tym zatańczyć. Do tego dochodzą trzeszczące i zmiażdżone kompresją elementy rytmiczne, piskliwe syreny, glitchowe melodie. Wszystko tworzy unikalny footworkowy grove, stanowiąc zderzenie futurystycznej formy z estetyką lo-fi. Na tle klasyki gatunku mamy do czynienia ze zjawiskową awangardą, dla której kołem napędowym jest bezceremonialny romans nowych technologi z punkową antyestetyką.
Cyfrowej tkance, naznaczonej glitchową deformacją, towarzyszą ascetyczne wersy mruczane* pod nosem przez autora. Ich treść mogłaby być trawestacją słów „Nie będzie niczego”, które padły z ust kandydata na urząd prezydenta RP Krzysztofa Kononowicza. Tkacz spełnia obietnice wyborcze niedoszłej głowy państwa w trzech aktach; „Nie ma tytułu”; „Nie ma klubu”; „Nic nie ma”. Ów przekorne, metanarracyjne zaprzeczenie to jedna ze strategi twórczych tego muzyka i artysty wizualnego, o której przy okazji recenzji „AAAA!!! aaa...” pisałem że; „balansuje między prymitywizmem, ironią, przerysowaniem i deformacją”. Twórczy redukcjonizm, post ironia, tumblr'owa estetyka, kultura memów; wszystkie te elementy mają wyraźny wpływ na twórczość Wszystkiego. Memizacja statusu artysty, czy dzieła sztuki jest jednocześnie kreacją Tkacza, jak i kamuflażem skrywającym utalentowanego producenta, o ciekawym i oryginalnym spojrzeniu na współczesną elektronikę. Świadczy o tym najlepiej niniejsze wydawnictwo, które ukazało się w osobliwym netlabelu enjoy life.
O tym że rodzimy footwork eksperymentem stoi świadczą nie tylko nagrania Lemiszewskiego, Tkacza, czy Macieja Kujawskiego (Comoc) z Polish Juke. Istotny wkład w awangardową reinterpretacje pochodzącego z Chicago gatunku ma na rodzimym podwórku Paweł Dunajko, prowadzący kosmopolityczny label Outlines. Dla wydawanych na kasetach nagrań sygnowanych jego logiem footwork jest jedynie pretekstem do szerokich poszukiwań nowych form wyrazu i daleko posuniętych dekonstrukcji. Już w najbliższych dniach nakładem tej oficyny ukaże się nowa kaseta, której autorką jest Antye Greie, znana szerzej w świecie eksperymentalnej elektroniki jako AGF. Wydawnictwo dobitnie uzmysławia wielkie ambicje Dunajko, ze względu zarówno na znakomitą zawartość muzyczną, jak i na sam status artystki. Oba te elementy mogą przyczynić się zwiększeniu zainteresowania awangardowym wcieleniem footworku w Polsce. Czego sobie, wydawcom i producentom życzę, bo być może pozwoliłoby to zachwiać nieco ambientowo-minimalistyczny monopolem, który w mojej opinii zdominował scenę muzyki niezależnej w ostatnich miesiącach.
WSZYSTKO „Nie ma tytułu”
2017, enjoy life
* bloger nie chce przyjąć więcej meme :(
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mikołaj Tkacz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mikołaj Tkacz. Pokaż wszystkie posty
środa, 22 listopada 2017
wtorek, 4 października 2016
Wszystko gra / Wszystko "AAAA!!! aaa..."
"AAAA!!! aaa..." to pierwsze winylowe wydawnictwo, które ukazało się sumptem poznańskiej wytwórni Rec.Out Label. Autorem albumu jest Mikołaj Tkacz ukrywający się pod wszystko mówiącym pseudonimem Wszystko. Tkacz to artysta wizualny, performer, oraz producent muzyczny, posługujący się wielce osobliwym sposobem ekspresji balansującym między prymitywizmem, ironią, przerysowaniem i deformacją.
W komunikacie prasowym towarzyszącym wydawnictwu, przeczytać możemy, że jest ono utrzymane "tym razem w klimacie mocno eksperymentalnym". Faktycznie jeśli weźmiemy pod uwagę dotychczasowy repertuar i artystów nagrywających dla poznańskiego labelu (m.in. Kuba Sojka, Bueno Bros, An On Bast) "AAAA!!! aaa..." na tym tle jest wybitnie awangardową realizacją. Co zabawne, dla słuchaczy zaznajomionych choć trochę z muzyką Tkacza (Wszystko, Herr Rubin, Ansicht von Osten) materiał jest niewątpliwie jedną z bardziej przystępnych propozycji.
Śmiało można założyć, że Wszystko dopasował się nieco do profilu labelu, choć oczywiści na swoich zasadach. Mamy więc do czynienia z wariacją na temat tanecznych wątków elektroniki, w której dokonuje się śmiała dekonstrukcja klubowych schematów. Antyestetyka, którą posługuje się Tkacz jest umyślnie naiwna, podszyta ironią i przepuszczona przez swoiste poczucie humoru twórcy. Mocne zazwyczaj elementy rytmiczne zostają na "AAAA!!! aaa..." odrzucone na rzecz człapiących plasknięć, czy kulejących stukotów. W zastępstwie wyrazistych danceflorowych lejtmotywów usłyszeć można przaśne syntezatorowe melodie, akordy rodem z syntezatorowych presetów, wulgarnie wycięte sample nadające utworom groteskowej dramaturgii, czy vaporwave'owe wyziewy chorusów. Z kolei zamiast charakterystycznych w muzyce klubowej przebojowych wokali znalazły się tytułowe onomatopeje, pojękiwania, murmuranda, czy przechwycone z filmików na You Tube niewyraźne wokalizy. Te wszystkie elementy, jak i każdy z osobna mogą stanowić znakomity pretekst do odrzucenia tej płyty przez dotychczasowych fanów repertuaru Rec.Out label, a już z pewnością są w stanie doprowadzić do białej gorączki typowego klubowicza. Tymczasem Mikołaj Tkacz znakomicie orientuje się w regułach rządzących klubowymi estetykami, słychać to szczególnie w sposobie rozkładania napięć, budowania dramaturgi i klimatu. Bo choć wszystkie elementy są tu wyciągnięte z eklektycznego, popkulturowego second handu, to całość sprawia wrażenie spójnej, przemyślanej koncepcji.
Z pozoru odstręczająca swym dźwiękowym prymitywizmem "AAAA!!! aaa..." zaskakuje dadaistyczną wyobraźnią autora. Warto poświęcić czas, aby wniknąć w unikalną poetykę Tkacza łączącą w sobie kiczowaty urok plądrofonii, prymitywizm outsider music i deformację typową dla artystów z nurtu post techno. Nad wszystkimi tymi poczynaniami unosi się surrealistyczny humor rodem z gabinetu luster, w którym odbicie rzeczywistości okazuje się być karykaturalnym, na poły śmiesznym na poły strasznym obrazem.
Mikołaj Tkacz, ze swoją oryginalną wizją artysty, konsekwentnie wcielaną w życie jest dla mnie Maciejem Sieńczykiem polskiej elektroniki. Poetyka kreowana przez obu dżentelmenów jawiąca się z pozoru jako zrozumiała i czytelna, po chwili obcowania z nią wrzuca w głęboką surrealistyczną otchłań. Warto dotknąć tej "dziwności", dać się jej uwieść, skonfundować i zahipnotyzować jej niezaprzeczalnym urokiem.
To Wszystko.
WSZYSTKO "AAAA!!! aaa..."
2016, Rec.Out Label
Subskrybuj:
Posty (Atom)

