Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerz Igor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerz Igor. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 stycznia 2017

„Nie musicie siedzieć, można nawet biegać” / Wywiad z Jerzem Igorem

foto: Michał Murawski

Historia rozegrała prawie trzy miesiące temu, ale nadal wracam do niej z rozrzewnieniem. 6 Grudnia w warszawskim Niebie odbyła się uroczysta premiera „Zimowej płyty” Jerzego Igora... tak, tej samej która ukazała się pod koniec 2015 roku. To pierwszy koncert, na który zabraliśmy naszą córę. Do Nieba udało nam się dotrzeć dopiero 15 minut przed występem. Niestety natrafiliśmy na słynne warszawskie korki. Jakie było nasze zdumienie widząc kolejkę do wejścia, kolejkę do szatni, i prawie całą wypełnioną salę. Mój kark jeszcze przez długi czas odczuwał 14 kilogramów żywej wagi, jaką przez prawie godzinę trzymał na „barana”, nie wspominając o rytmicznym podrygiwaniu i osobliwych próbach tańca.

Mimo, że jeszcze tej samej nocy zasypałem Jerzego Rogiewicza i Igora Nikiforowa pytaniami nie tylko o wrażenia z koncertu, na odpowiedź czekałem do tego tygodnia. Mimo to zdecydowanie było warto!


Jak wrażenia z drugiej premiery? Chyba wypadki przerosły wasze wyobrażenie. Sztuczny śnieg nie dotarł nawet do podłogi, a tłum fanów prawie zepchnął was ze sceny.

JERZY: Muszę przyznać, że te tłumy na widowni zrobiły na nas spore wrażenie. To był nasz największy pod względem frekwencji koncert i z jednej strony byliśmy zachwyceni frekwencją, a z drugiej rozmyślaliśmy nad tym, czy wszyscy będą w stanie nas zobaczyć, czy rodzice z najmłodszymi dziećmi nie przestraszą się tłumów itd. Mnie rozśmieszył moment w którym odpalona została maszyna ze śniegiem, która od razu została przejęta przez grupkę najbardziej zawadiackich dzieciaków, bo zdałem sobie kolejny raz sprawę z tego, jak nierealne są czasem nasze założenia co do zachowania małej publiczności na koncercie. Przecież wiadomo, że jak coś jest fajne i masz pięć lat to czym prędzej ruszasz, żeby to sobie obejrzeć, a nie siedzisz jak zaczarowany. No, może ja mając te pięć lat bym siedział i słuchał, bo byłem raczej nieśmiały dlatego tak się zdziwiłem, gdy dzieciaki ruszyły ławą na maszynę. Jest to cenna wskazówka na następny raz: “jeśli chcesz żeby coś super atrakcyjnego zadziałało, to zrób to tak, żeby zadziałało w każdych warunkach”. Na marginesie dodam tylko, że wiele osób bywa przerażonych faktem, że zapraszamy dzieci na scenę, na której często rozstawione jest mnóstwo drogiego sprzętu - oświetlenie, instrumenty itd. Muszę jednak przyznać, że ani razu (jak dotąd!) żadne z dzieci niczego nam nie zepsuły. Wszystkie wyłamane klawisze w moim instrumencie to wyłącznie moja zasługa.

Jak się wam grało w takim chaosie? Mieliście kłopoty z koncentracją?

IGOR: Ja się zdążyłem przyzwyczaić. Osobiście wolę chaos wokół sceny niż barierki, dystans i teatralną ciszę. W tym chaosie zawsze wydarzy się coś śmiesznego, co można sobie opowiadać w drodze do domu po koncercie. Trójka dzieci uderzająca rytmicznie w bęben basowy w trakcie najcichszej i zawieszonej w tempie piosenki „Dom” to już norma. Pewnego lata na koncercie w Bydgoszczy wystarczyło że Jerzy powiedział: „nie musicie siedzieć, można nawet biegać”, a dzieci za kilka minut zjeżdżały na pupach z górki za sceną. Mi się grało wtedy super i tego koncertu długo nie zapomnimy.

Trzeba przyznać, że macie doprawdy oddanych fanów. Niemal rok od premiery, a sala wypełniła się w komplecie. Czemu prawie rok musieliśmy czekać na powtórną premierę „Zimy”? (Ja sam, pospieszyłem się i już w styczniu opublikowałem recenzję waszej płyty, a nawet zapisałem się na łódzki koncert, który finalnie nie doszedł do skutku). Za szybko przyszła wiosna?

JERZY: Nasza zimowa płyta powstała bardzo spontanicznie i w ekspresowym tempie. Na początku to miał być tylko jeden zimowy utwór, potem singiel, w końcu wpadliśmy w taki twórczy ślizg że skończyło się na dziesięciu utworach. Oczywiście wymarzyliśmy sobie że to musi się ukazać jeszcze tamtej zimy, no i postawiliśmy na swoim - cóż, że na premierowym koncercie był materiał, ale nie było nośników, bo jeszcze się drukowały. Stąd potrzeba ponownej premiery, z trochę lepszą promocją i przygotowaniem. Nad kolejną będziemy pracować zapewne trochę bardziej rozważnie, obiecać oczywiście niczego nie możemy.

Nie ma zbyt wiele muzycznych wydawnictw, które z czystym sumieniem można by puścić dziecku. My z córką oprócz Jerza Igora słuchamy jeszcze Pana Kleksa, Fasolek, Misia i Margolci. Z czego waszym zdaniem wynika brak wartościowych nagrań skierowanych do młodszego słuchacza? 

JERZY: Może to wynika z faktu, że część z osób która mogłaby się za to zabrać z dobrym skutkiem stwierdza, że to jednak zbyt nie poważne, a ta druga część która zabierać się nie powinna, uważa że to banalnie proste? My staramy się nagrywać taką muzykę, której sami będziemy słuchać z przyjemnością. Oczywiście dobieramy teksty, staramy się nie upraszczać pewnych rzeczy, ale też nie straszyć. To jest jednak dziwna rzecz, taka kategoria “muzyka dla dzieci”. Niby brzmi łatwo, ale to jest równie pojemny temat, co “muzyka dla czterdziestopięciolatków”. To jest cały kosmos możliwości. Więc jak ktoś woli Szaloną Żabę od np. naszej muzyki to jeszcze niekoniecznie musi znaczyć, że ta nasza się dla dzieci zupełnie nie nadaje, tylko że ten ktoś ma zupełnie inne potrzeby. Tak się pocieszamy.

Wspomniałem o Panie Kleksie. Właśnie ukazała się kolejna reedycja ścieżki dźwiękowej, tym razem sama muzyka bez słów. Co sprawia że kompozycje Korzyńskiego tak mocno zapadają w pamięć kolejnemu pokoleniu dzieciaków? Zaznaczam, że moja córka podśpiewywała te piosenki jeszcze zanim poznała postać Pana Kleksa i film, więc w jej przypadku to fenomen czysto muzyczny.

IGOR: Klucza nie znam, ale wydaję mi się że poza tym, że są to wybitne kompozycje i aranże. Słychać w tej muzyce dobrą zabawę, odwagę i extra poczucie humoru. Tego się nie zapisuje w nutach a zarówno dorośli jak i dzieci słyszą takie rzeczy. Muzyka z Paka Kleksa jest po prostu autentyczna. To zasługa zarówno kompozycji, jak i samych wykonań i interpretacji. Zdarzyło mi się zagrać kilka piosenek z Pana Kleksa i wcale nie dziwie się, że oni się tam tak dobrze bawili.

Foto: Michał Murawski
Nie korci Was spróbować się tekstowo w Jerzym Igorze?

IGOR: Ja tam się trochę wstydzę, ale zobaczymy. Jerzego chyba bardziej korci i ma jeden fajny pomysł na tekst, ale więcej już nie powiem, bo trzeba będzie go zrealizować : ) Tak było na przykład z piosenką „Pies”. Najpierw Jerzy wymyślił frazę „dokąd biegnie pies gdy śpi”, potem muzykę, a dopiero na końcu powstał tekst Halszki.

Na „Małej płycie” postawiliście na kołysanki. Z perspektywy dorosłego doceniłem je muzycznie, jednak moje wewnętrzne dziecko czuło niedosyt. Na drugiej płycie zdecydowaliście się na szybsze tempa i wyraźniejszy rytm. Ta przebojowość w muzyce dla dzieci chyba bardziej się sprawdza, niż same kołysanki. Jakie są wasze wrażenia gdy spoglądacie na oba nagrania z perspektywy czasu? Co się sprawdziło, a co nie w obu konwencjach?

JERZY: Kołysanki były super pomysłem, w każdym razie dla nas było to bardzo inspirujące do działania. Przy czym początkowo to miał być anonimowy projekt muzyczny i w ogóle nie braliśmy pod uwagę faktu, że ktoś będzie nas zapraszał do grania koncertów! Większa energia w piosenkach na drugiej płycie wynikała więc już z naszego doświadczenia w graniu na żywo. Po prostu czuliśmy potrzebę doenergetyzowania tych naszych koncertów i zimowe kawałki dobrze pod tym względem działają. Zabawne są czasem komentarze naszych przyjaciół i znajomych, którzy słuchają tych piosenek z dziećmi. Ktoś tam narzeka, że za spokojnie na „Małej Płycie”, kto inny marzy o całej płycie która będzie brzmiała jak super wolna “Krowa”.

Muzyka Jerza Igora nie jest infantylna, nie różni się zbytnio od muzyki „dla dorosłych”. Niemniej wspominając wasze wcześniejsze projekty muzyczne można dostrzec w waszej grze wyraźne zmiany. Co musieliście zmienić w swojej ekspresji, i z czego zrezygnować, aby przystosować ją do dziecięcego odbioru?

IGOR: Ja na przykład zacząłem się czasem uśmiechać na scenie. Chyba też w Jerzu Igorze zacząłem bardzo wyraźnie machać głową za bębnami, więc ekspresja zdecydowanie zmienia się na plus. A tak zupełnie serio Jerz Igor totalnie ściągnął nas w świat piosenek, a nie tylko instrumentalnych wybryków z kolegami. My przecież przez to wszystko zaczęliśmy śpiewać!

Macie przygotowane specjalne zestawy instrumentów na pokoncertowe jamy dzieciaków? Są raczej mocno eksploatowane. Przyznaję, że z córką też trochę je nadwyrężyliśmy.

JERZY: Jak już wspomniałem - co złego, to tylko my. Wcale nie tak łatwo jest popsuć perkusję, w każdym razie nikomu się jeszcze nie udało Poza tym dzieci w ogóle są po koncertach bardzo grzeczne i nie zdarzyło się, żeby coś nabroiły nawet przy najbardziej delikatnych syntezatorkach.

Frekwencja w Niebie pokazała, że jest duża potrzeba na waszą muzykę. Ruszacie w trasę? Planujecie kolejne nagrania?

IGOR: Bardzo się cieszymy z frekwencji na koncertach, ale ja osobiście mógłbym grać ich dużo więcej. Planujemy trasę z naszymi piosenkami w różnych składach i jesteśmy też gotowi do ruszenia w trasę z muzyką do filmów przygotowaną we współpracy z festiwalem Kino Dzieci. Jak już zrobimy porządki po bardzo twórczym i burzliwym okresie z zimową płytą, będziemy robić nowe piosenki. Myślę, że obaj mamy już na to sporą chrapkę?

Najbliższy koncert Jerzego Igora 05.02 Klub Spatif (Warszawa)

***

Zgodnie z sugestią córki,  zamieszczam jej ulubiony utwór z „Zimowej płyty”

środa, 6 stycznia 2016

Zimowe igraszki Jerzego Igora / Jerz Igor "Zimą"

Lepi bałwany, gra na soplach, przełamuje lody i topi śniegi. Ze śnieżnych kurzawek i spod puchatych zasp, w zimowej odsłonie powraca Jerz Igor. Nowa płyta "Zimą" to najlepszy sposób na rozgrzanie w przykre styczniowe mrozy.

Na wstępie muszę nieco ukorzyć się przed czytelnikami, nie lada bowiem problem miałem z przyswojeniem pierwszej płyty Jerzego. Wynikał on głównie z niemożności przełamania stereotypowego obrazu rodzimej piosenki dla dzieci, zakorzenionego we mnie od pacholęcia. Osłuchany w baby bangerach Andrzeja Korzyńskiego, z filmów o przygodach Pana Kleksa, a także naznaczony repertuarem Fasolek, nieprędko dałem się przekonać, przede wszystkim, do kołysankowej formy zaproponowanej przez Jerzego Igora, a także do nostalgicznych, smutnych i mało "przebojowych" tekstów. Dopiero kiedy zaczęliśmy co raz częściej przemieszczać się samochodem, wraz z towarzyszką w tylnym foteliku, "Mała płyta" zagościła w odtwarzaczu na stałe. Zarówno jako drogowy soundtrack do usypiania córki, jak i balsam kojący nerwy ojca - kierowcy. Ale tak naprawdę na dobre zauroczyłem się Jerzym Igorem dopiero w momencie, gdy odkryłem samego siebie jako adresata tych piosenek, oraz kiedy odrzuciłem istnienie granicy między wrażliwością dorosłą a dziecięcą.

Zimowa odsłona Jerzego Igora, jest rozwinięciem muzycznych wątków z pierwszej płyty. Podaną w formie jeszcze bardziej wysmakowanej i urokliwej, nie stroniącej tym razem od szybszych temp i wpadających w ucho "przebojów". Ciepło jakie towarzyszy nagraniom Jerzego nie wynika jedynie z familijnego charakteru materiału, ale obecne jest również za sprawą egzotycznych brzmień i zamorskich inspiracji, w któreobfituje zimowa płyta. "Co robił śnieg?" i "Ryby" to leniwe kompozycje, oparte na wiodącej gitarze akustycznej, otulonej bogatą aranżacją teł, oraz swingującą sekcją rytmiczną. Przywołują echa americany, podanej w najsmaczniejszej interpretacji bliskiej dokonaniom Lambchop, czy piosenkom Jim'a o'Rourke. W południowoamerykańskie tropiki przenosi nas z kolei... "Mróz", kołysząc słuchaczy melancholijną bossa novą, która mogłaby pochodzić z repertuaru Astrud Gilberto. (Swoją drogą zadziwiające jak wiele piosenek o zimie posiada tak ciepłe i delikatne aranżacje). W bigbitowy karnawał zabierają nas singlowe "Sanki", które przebojem dołączają do żelaznego repertuaru piosenki zimowej, tuż obok takich szlagierów jak "Kulig" Skaldów, "Kiedy pada śnieg", T-Raperów Z Nad Wisły, czy "Zimy żal" z Kabaretu Starszych Panów. "Dzień" brzmieniem klawiszy, przywołuje wspomnienie avant popowych produkcji Stereolab. Z resztą, cały materiał można odczytywać przez pryzmat tej eklektycznej i melodyjnej estetyki, odciskającej swój koloryt na przełomie lat 90-tych i zerowych. Na sam koniec, Jerz Igor zaprasza na karaoke, pozostawiając słuchaczom tekst piosenki i wolną rękę do wymyślenia do niego melodii (przyznam szczerze, że ze zwrotką jakoś poszło, ale już na refrenie niechybnie poległa moja muzykalność).

O unikalności nagrań Jerzego Igora niech świadczy muzyczna elegancja, skrojona z szerokich inspiracji, oraz treść pozbawiona infantylizacji, czy dydaktycznych pretensji. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że teksty piosenek pozbawione są fantasmagorycznych, baśniowych odlotów, pozostając blisko realności widzianej przez pryzmat dziecięcej wrażliwości. W parze z nieskomplikowanymi tekstami i przejrzystą fabułą, podąża niezwykła melodyjność materiału, bogactwo aranżacji, szerokie instrumentarium i doświadczenie muzyków (głównie z kręgu Lado ABC). Mając w perspektywie tak udaną, zaplanowaną z najmniejszymi detalami produkcję, kontekst wiekowy dla odbiorców muzyki Jerzego znika całkowicie.

"Zimą" to po prostu znakomita muzyka rozrywkowa, bez względu na wiek. Tak jak mnie inspiruje do poszukiwania w niej estetycznych odniesień, czy aranżacyjnych smaczków, tak pierwsze takty "Sanek" inspirują moją córkę do tanecznego podrygiwania.

 

JERZ IGOR "Zimą"
2015