środa, 6 stycznia 2016

Zimowe igraszki Jerzego Igora / Jerz Igor "Zimą"

Lepi bałwany, gra na soplach, przełamuje lody i topi śniegi. Ze śnieżnych kurzawek i spod puchatych zasp, w zimowej odsłonie powraca Jerz Igor. Nowa płyta "Zimą" to najlepszy sposób na rozgrzanie w przykre styczniowe mrozy.

Na wstępie muszę nieco ukorzyć się przed czytelnikami, nie lada bowiem problem miałem z przyswojeniem pierwszej płyty Jerzego. Wynikał on głównie z niemożności przełamania stereotypowego obrazu rodzimej piosenki dla dzieci, zakorzenionego we mnie od pacholęcia. Osłuchany w baby bangerach Andrzeja Korzyńskiego, z filmów o przygodach Pana Kleksa, a także naznaczony repertuarem Fasolek, nieprędko dałem się przekonać, przede wszystkim, do kołysankowej formy zaproponowanej przez Jerzego Igora, a także do nostalgicznych, smutnych i mało "przebojowych" tekstów. Dopiero kiedy zaczęliśmy co raz częściej przemieszczać się samochodem, wraz z towarzyszką w tylnym foteliku, "Mała płyta" zagościła w odtwarzaczu na stałe. Zarówno jako drogowy soundtrack do usypiania córki, jak i balsam kojący nerwy ojca - kierowcy. Ale tak naprawdę na dobre zauroczyłem się Jerzym Igorem dopiero w momencie, gdy odkryłem samego siebie jako adresata tych piosenek, oraz kiedy odrzuciłem istnienie granicy między wrażliwością dorosłą a dziecięcą.

Zimowa odsłona Jerzego Igora, jest rozwinięciem muzycznych wątków z pierwszej płyty. Podaną w formie jeszcze bardziej wysmakowanej i urokliwej, nie stroniącej tym razem od szybszych temp i wpadających w ucho "przebojów". Ciepło jakie towarzyszy nagraniom Jerzego nie wynika jedynie z familijnego charakteru materiału, ale obecne jest również za sprawą egzotycznych brzmień i zamorskich inspiracji, w któreobfituje zimowa płyta. "Co robił śnieg?" i "Ryby" to leniwe kompozycje, oparte na wiodącej gitarze akustycznej, otulonej bogatą aranżacją teł, oraz swingującą sekcją rytmiczną. Przywołują echa americany, podanej w najsmaczniejszej interpretacji bliskiej dokonaniom Lambchop, czy piosenkom Jim'a o'Rourke. W południowoamerykańskie tropiki przenosi nas z kolei... "Mróz", kołysząc słuchaczy melancholijną bossa novą, która mogłaby pochodzić z repertuaru Astrud Gilberto. (Swoją drogą zadziwiające jak wiele piosenek o zimie posiada tak ciepłe i delikatne aranżacje). W bigbitowy karnawał zabierają nas singlowe "Sanki", które przebojem dołączają do żelaznego repertuaru piosenki zimowej, tuż obok takich szlagierów jak "Kulig" Skaldów, "Kiedy pada śnieg", T-Raperów Z Nad Wisły, czy "Zimy żal" z Kabaretu Starszych Panów. "Dzień" brzmieniem klawiszy, przywołuje wspomnienie avant popowych produkcji Stereolab. Z resztą, cały materiał można odczytywać przez pryzmat tej eklektycznej i melodyjnej estetyki, odciskającej swój koloryt na przełomie lat 90-tych i zerowych. Na sam koniec, Jerz Igor zaprasza na karaoke, pozostawiając słuchaczom tekst piosenki i wolną rękę do wymyślenia do niego melodii (przyznam szczerze, że ze zwrotką jakoś poszło, ale już na refrenie niechybnie poległa moja muzykalność).

O unikalności nagrań Jerzego Igora niech świadczy muzyczna elegancja, skrojona z szerokich inspiracji, oraz treść pozbawiona infantylizacji, czy dydaktycznych pretensji. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że teksty piosenek pozbawione są fantasmagorycznych, baśniowych odlotów, pozostając blisko realności widzianej przez pryzmat dziecięcej wrażliwości. W parze z nieskomplikowanymi tekstami i przejrzystą fabułą, podąża niezwykła melodyjność materiału, bogactwo aranżacji, szerokie instrumentarium i doświadczenie muzyków (głównie z kręgu Lado ABC). Mając w perspektywie tak udaną, zaplanowaną z najmniejszymi detalami produkcję, kontekst wiekowy dla odbiorców muzyki Jerzego znika całkowicie.

"Zimą" to po prostu znakomita muzyka rozrywkowa, bez względu na wiek. Tak jak mnie inspiruje do poszukiwania w niej estetycznych odniesień, czy aranżacyjnych smaczków, tak pierwsze takty "Sanek" inspirują moją córkę do tanecznego podrygiwania.

 

JERZ IGOR "Zimą"
2015

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza