sobota, 10 stycznia 2015

In glitch we trust / Duy Gebord "Mildew"

Strzępki, grzyby, mszyce, lęgniowce, pleśń, śluz, soki roślinne, insekty, pasożyty, szkodniki, płyny organiczne. Mikroorganizmy, niedostrzegalna materia królestwa zwierząt i królestwa roślin wypełniła tracklistę nowej płyty Duy'a Gebord'a. I choć występujący pod tym pseudonimem Radosław Sirko, tytułami kompozycji sugeruje konotacje ze światem przyrody, album "Mildew" jawi mi się raczej, jako zakamuflowana refleksja o kulturze (dez)informacji. Próba skatalizowania popkulturowego szumu, w ramy fabularnej opowieści.

Słuchacz zaznajomiony z wcześniejszymi wydawnictwami tego muzycznego eksperymentatora, powinien być oswojony z totalną anarchią jego kompozycji. "Wszystkie płyty staram się tak konstruować, żeby w utworach dało się za każdym razem odnajdywać coś nowego, żeby było dużo głosów, które mogą prowadzić, może nawet kilka opowieści naraz" - zdradza Sirko. W utworach Geborda może wydarzyć się wszystko, czego akurat byśmy się nie spodziewali. Raz zostaniemy przytłoczeni ścianą hałasu, aby już za chwilę kiwać głową w trip-hopowym rytmie, bądź otworzyć usta ze zdziwienia, słysząc zarzewie gitarowej melodii. Nie inaczej jest na "Mildew" z tą różnicą, że estetyczne cytaty nie atakują kontrastami i dysonansami, a subtelnie podane układają się w niezwykle spójny, hipnotyczny materiał. I mimo, że przy pierwszym odsłuchu odbiłem się od tej płyty przytłoczony jej gęstością i intensywnością, tak teraz, po kilkunastu seansach, słucham jej z niebywałą przyjemnością, nie mogąc zrozumieć swojej początkowej reakcji.

Tym co mnie najbardziej zaskakuje w tym materiale, to zadziwiająco spójne jak na Geborda budowanie nastroju albumu. Do tej pory był to element, który praktycznie nie występował w jego nagraniach, ulegając pod naporem chaotycznej dynamik zmian, będącej odzwierciedleniem popkulturowej estetyki nadmiaru, estetycznego pomieszania i eklektycznego przesytu. Tym razem Sirko prowadzi narrację linearnie, płynnie przechodząc od kompozycji do kompozycji, dbając o dramaturgię i fabułę. Oczywiście autor nie zrezygnował przy tym z dysonansów, czy deformacji. O tym jak obszerną wyobraźnią muzyczną dysponuje Sirko, świadczy z kolei jego podejście do kompozycji, w których niemal całkowicie rezygnuje z powtórzeń, modyfikując swój dźwiękowy eksperyment na bieżąco, w toku utworu. W tej praktyce korzysta z szerokiego wachlarza eksperymentalnych praktyk: nakładanych na siebie chmur szumów, glitchowych kawalkad, elektronicznych faktur, wokali, modulowanych instrumentów (pianino, gitara), field recordingów,  stukotów, hałasów, dźwięków chłodnych, graniastych i odstraszających. Rozmaite warstwy snują wielowątkowe mikroopowieści przerzucając słuchacza między planami.

"Mildew" to album na którym przesyt i chaos zostają ujarzmione przez linearną narrację i sugestywny klimat. To co najbardziej konstytuowało dotychczasową twórczość autora, mianowicie bezkompromisowe czerpanie z popkulturowego śmietnika, na "Mildew" odzywa się w użyciu eklektycznej palety odgłosów i brzmień, bądź jako dalekie widmo gatunków, których ślady można w odnajdywać kompozycjach. W rezultacie otrzymujemy płytę odhumanizowaną, brudną brzmieniowo, momentami wręcz opresyjną, a mimo to sprawiającą niebywałą satysfakcję. Hipnotyczną, wielowątkową i wyrazistą. Najciekawiej skomponowaną i najbardziej spójną z dotychczasowych produkcji Duya Geborda.



DUY GEBORD - "Mildew"
2014, BDTA





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza