wtorek, 30 grudnia 2014

Jest Super / Łukasz Jastrubczak "Marzenie"

Jedną z bardziej zauważalnych tendencji w 2014 na polskiej scenie niezależnej, było adaptowanie medium dźwiękowego przez artystów wizualnych. Oprócz archiwaliów "Trzeciej Fali" (Grupa W Składzie, Onomatopeja), młodo-pokoleniowej ofensywy spod znaku Penerstwa (Bąkowski, Smoleński), oraz inicjatywy warszawskiej Zachęty ("The Artist") w trend wpisuje się również Łukasz Jastrubczak, którego kaseta "Marzenie" inauguruje działalność nowego, rodzimego mikrolabelu Super.

Jastrubczak to twórca kojarzony dotąd głównie z artystyczną eksploracją medium filmowego. W ubiegłorocznej edycji konkursu "Spojrzenia" został uznany za najciekawszego artystę młodego pokolenia. Uzasadnienie werdyktu międzynarodowego jury pozostaje w większości aktualne, również jako komentarz dla jego poczynań muzycznych. Podkreślono w nim: "ryzyko eksperymentowania, nieinstrumentalne, samodzielne podejście do aktualnych technologii, swobodę w podejściu do obowiązujących dyskursów, efemeryczność, wrażliwość, umiejętność pracy z przesunięciami percepcji oraz zjawiskami marginalnymi".

"Marzenie" to niepierwsze doświadczenia Jastrubczaka z muzyczną materią. Wraz z Sebastianem Buczkiem i Tomaszem Kowalskim tworzą improwizujący skład Boring Drug, który zasilił program ostatniej Warszawskiej Jesieni. Jeśli trio "naiwnych" elektroników realizuje się w kontemplacyjnych, harmonicznych, dźwiękowych plamach z okolic ambientu, czy new age, tak solowe "Marzenie" charakteryzuje dekonstrukcja, anarchia i widmowość, czyli narzędzia tak tożsame z działalnością współczesnego elektronicznego eksperymentatora.

Wiele o zawartości, a konkretnie o brzmieniu płyty mówi już samo instrumentarium Jastrubczaka, które autor skrzętnie wymienia pod fotografią ilustrującą materiał. Amatorskie syntezatory, napakowane fabrycznymi presetami (Bontempi, Roland xp-50, MC 3A, Korg Monotibe) i prymitywna maszyna perkusyjna (Yamaha dd-5) emanują skarlałym dźwiękiem, przy którym estetyka lo-fi może być uznana za szczyt elegancji.

Obie części kasety, są owocem długiej i transowej improwizacji, będącej ilustracją bezceremonialnego traktowania reguł harmonii, kompozycji i selektywności. To muzyka rządząca się własną wewnętrzną logiką, będąca zapisem chwili i zatracenia się we wnętrzu dźwiękowego eksperymentu. Gęsta, duszna i intensywna. Strona A, "bardziej kontemplacyjna", oparta na wolnym miarowym tempie, wypełniona jest brudnym buczeniem syntezatorów, na których tle leniwie przepływają dźwięczne, oniryczne melodyjki; naiwnie słodkie, lecz o hipnotycznych właściwościach. Prezentacja banku brzmień prymitywnych instrumentów (sztucznych gitar, trąbek, organów), koegzystuje z przesterami, analogowym kurzem, kakofonią zmultiplikowanych klawiszowych palcówek, oraz zdeformowaną, zapętloną rytmiką. Gdzieniegdzie z tej elektronicznej pulpy wyłaniają się fragmenty, z żarliwością wyłapywane przez zdezorientowanego słuchacza, pozwalające mu odnaleźć się w motywach bardziej znajomych, łatwiejszych do nazwania. I tak z chaosu i brudu wyłaniają się echa kosmische music, czy krautrocka. Zwłaszcza słyszalne jest to na  stronie B wydawnictwa, zhierarchizowanej dominacją rytmiki, nad ilustracją. To w tej części materiału, potykające się krautrockowe pętle przechodzą w techno-dudnienia, a te, spiętrzone obecnością delayów tworzą ziarnistą fakturę. Tutaj rytmika jest inspiracją do budowania linearnej narracji, przenikania się motywów i ich wzajemnego oddziaływania na siebie.

Przebieg narracji pozostaje w pełni intuicyjny. Znamienne dla całego materiału jest twórcze zapomnienie autora, swoiste opętanie materią dźwięku i improwizacji. Słychać, ze Jastrubczak nie czuje ograniczeń związanych z czasem. Dojmujący jest tu brak autokontroli, nad rozwijającą się z każda minutą ekspresją. Dlatego, zwieńczeniem tego nagrania, może być tylko brutalne zerwanie wątku, w samym centrum ogniście rozwijającego się motywu. Wybudzeni z "Marzenia" gwałtownym, nieprzewidzianym impulsem, momentalnie tracimy ciągłość narracji, a autor bezlitośnie przywołuje nas do porządku i logiki codzienności, odcinając dopływ odurzającej dźwiękowej materii.

Kaseta Jastrubczaka w warstwie brzmieniowej bezpruderyjnie i ostentacyjnie emanuje złym smakiem i brudem, w warstwie kompozycyjnej pozostaje zaś nieskrępowaną impresją, ograniczoną jedynie wyobraźnią twórcy i długością taśmy. Autor interpretuje estetyki poddając je dekonstrukcji i deformacji, korzystając jedynie ze sprzętów lo-fi, syntezatorowych presetów, czy prostej maszyny perkusyjnej. W wywiadzie udzielonym Joannie Szumacher dla portalu Miej Miejsce Łukasz Jastrubczak mówi: "Muzyce lubię się oddać. Lubię nie mieć kontroli. Traktuję ją bardziej emocjonalnie niż refleksje na temat sztuki wizualnej." Ten cytat w pełni oddaje jego "Marzenie", które jest mieszanką punkowej dezynwoltury wobec muzycznych reguł i kanonów, z recyklingiem dźwiękowych odpadów, narkotyczną widmowością i postmodernistycznym pomieszaniem estetycznych porządków. Nie można jednak odmówić Jastubczakowi świadomości muzycznej, czy umiejętności kompozycyjnej, objawiającej się głównie w licznych, chwytliwych motywach melodyjnych, świetnym panowaniem nad rytmiką (to głównie za jej sprawą możemy w materiale identyfikować muzyczne inspiracje autora), a także intrygującym budowaniem hipnotyczno-widmowego nastroju.

"Marzenie" to świadoma ilustracja czasów twórczej nadprodukcji, pomieszania porządków, zatarcia granicy między profesjonalistą i amatorem, twórcą a odbiorcą. A przy tym obiecujący start nowego wydawnictwa Super.

ŁUKASZ JASTRUBCZAK "Marzenie"  słuchaj tu
2014, Super


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza