wtorek, 12 listopada 2013

Najsmutniejszy bard świata / Matt Elliott - "Only myocardial infarction can break your heart"

Matt Elliot to niewątpliwie jeden z najsmutniejszych bardów świata. Wystarczy przytoczyć tytuły jego płyt "Drinking Songs" (2005), "Failing Songs" (2006), "Howling Songs" (2008), "The Broken Man" (2012), aby stało się jasne, że to właśnie z traumy uczynił on swoją największą namiętność. Ale właściwie nie ma się czemu dziwić, bowiem autor piosenki o jakże znamiennym tytule "If Anyone Tells Me It's Better To Have Loved And Lost Than To Never Have Loved At All I Will Stab Them In The Face", która mogłaby rywalizować z "Gloomy sunday" o tytuł najsmutniejszej piosenki świata pochodzi z najbardziej depresyjnego obok Seattle miasta na muzycznej mapie świata - Bristolu - kolebki trip hopu, czy dub stepu.

Matt Elliott to dla mnie postać ambiwalentna. Od pierwszego spotkania z jego muzyką wzbudzająca we mnie jednocześnie odczucie zachwytu jak i lekkiego niesmaku. Jak bowiem traktować artystę, który od ponad dekady sztywno trzyma się swojego emploi muzycznego mazgaja, który swoimi balladami przynosi permanentnym "dołersom" i romantykom o złamanych sercach ulgę w postaci kojącej, bądź katalizującej ich emocje muzycznej strawy.
Z drugiej strony jest jednym z niewielu twórców, którzy swój żal potrafią wyeksponować w tak urzekający sposób. Brytyjczyk ma bowiem znakomity zmysł  kompozytorski i aranżacyjny. Jest też posiadaczem zjawiskowego i oryginalnego, chwytającego za gardło wokalu. Idealnie wpisującego się w estetykę nokturnu. Ciepłego niezwykle głębokiego, hipnotycznego, lekko przepitego i zadymionego, którego basowa (wręcz dronowa) tonacja zatrzęsie nie jednym subwooferem. Niestety nie rzadko zdarza mu się przekraczać granice patosu i przesadnego uniesienia, czym często psuje mi odbiór swojej intymnej muzyki.

Muzyka tworzona przez bristolczyka swoim nastrojem ma moc wywoływania u słuchaczy wrażenia upijania się na smutno powodując, że nawet bez alkoholu zajrzysz w głąb siebie i choćbyś był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi zawyjesz z weltschmerz'u lub... ziewniesz. 
Jednak jego nowy album "Only myocardial infarction can break your heart" zapowiadany był jako przełamanie serii traumatycznych wydawnictw, na rzecz kompozycji bardziej optymistycznych i mniej mrocznych. I faktycznie nowa płyta należy do nieco mniej hermetycznych, i żałobnych, jednak nie jest pozbawiona muzycznej sygnatury Elliotta w postaci melancholii, i pokutnego nimbu. Tym razem smutek zastaje zastąpiony złością i twórczą agresją, czego przykładem może być otwierająca materiał ognista kompozycja "The right to cry".
Siedemnasto-minutowy utwór ma prawdziwie epicką ekspresję i jest prawdziwą wizytówką "elliottowej twórczości". Chwilami subtelną i cichą, chwilami dynamiczną, pełną rozmachu i twórczej pasji opartej na pochodach akordów akustycznych i elektrycznych gitar, kontrabasu, delikatnie wypełniającej tło elektronice i znakomitej perkusji rodem z albumów Third Eye Foundation. Bo też trzeba zauważyć że "Only myocardial infarction can break your heart" jest pierwszym albumem Elliotta, na którym tak jawnie łączy wątki swoich dwóch niezwykłych projektów. A robi to w sposób doskonały czerpiąc z obu to co najlepsze, a przy tym trzymając się z dala od przekroczenia granicy prześwięcenia.

Album Matta Elliotta, mimo iż wydaje się muzycznym monolitem subtelnie przemyca dużą ilość różnorodnych wątków i inspiracji. Alt folkową kanwę materiału ubarwiają zarówno aranże o proweniencji latynoskiej, rytmice rodem z flamenco, czy z tango ("The right to cry", "Prepare for disappointment"). Są też fragmenty inspirowane altcountry i americaną ("Reap what you sow"), czy unikalna i natchniona mistycyzmem sakralna elektronika Third Eye Foundation. Wszystkie te momentami egzotyczne i z pozoru nieprzystające do siebie tropy są możliwe do wyłapania dzięki wspaniałej produkcji pospołu samego Elliotta jak i David'a Chalmin'a. Różnica w brzmieniu, jego klarowności i selektywności między wczesnymi albumami a "Only myocardial infarction can break your heart" jest bowiem kolosalna na korzyść ostatniego.

Autor co znamienne zamyka swą płytę (bonusowe "All of our leaders are sociopathic...""I'll sleep when you're dead") remiksując sam siebie, oddając akustyczną formę ballady Matta Elliotta, w reinterpretację elektronicznego Third Eye Foundation. Krucha, rdzawa, niesiona dubowym rytmem i połamanymi breakami stylistyka tego projektu pomimo, że jest kontynuowana i wznawiana przez Elliotta dłużej niż twórczość podpisywana własnym imieniem i nazwiskiem świetnie odnajduje się w postdubstepowej estetyce, podobnie jak w czasach kiedy była śmiałą reinterpretacją drum'n'bass i jungle.

"Only myocardial infarction can break your heart" można by uznać jako wspaniałe podsumowanie dotychczasowej twórczości tego nietuzinkowego muzyka. Łączące wszystkie najlepsze cechy obu projektów. To płyta mająca muzycznie wiele do zaoferowania, wielowątkowa i eklektyczna. Pełna artystycznego rozmachu, ale i kompozytorskiej dyscypliny. Pozbawiona chwytliwych fragmentów bardziej cieszy swoją konstrukcją, brzmieniem i odniesieniami niż zapamiętywalną wpadającą w ucho melodią. To płyta na której większa uwagę poświęcimy kunsztowi muzycznemu autora niż jego emocjom, a to w przypadku Elliotta jest bardzo wskazane.


MATT ELLIOTT- "Only myocardial infarction can break your heart"
2013 Ici D'ailleurs

2 komentarze:

  1. Bardzo dobra recenzja jeszcze lepszej płyty :)
    Po
    zdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękna płyta:0

    OdpowiedzUsuń