środa, 30 stycznia 2013

Podwójne rozczarowanie / Darkstar - News From Nowhere + FaltyDL - Hardcourage


Nigdy nie byłem raczej wielkim fanem dubstepu, ale chętnie i uważnie obserwowałem ten gatunek, aby wyławiać z jego marginesów co bardziej smakowite kąski. Już kiedyś na łamach tego bloga wspominałem, że dubstep był dla mnie swoistym pomostem do odkrywania artystów, którzy eksplorowali poszczególne jego elementy do kreowania zupełnie nowych zjawisk w muzyce elektronicznej.
Na wspomnianych obrzeżach gatunku, za to w centrum mojego zainteresowania znalazły się również dwa projekty, które teraz, na początku 2013 ujawniają się z nowymi premierami. Chodzi o Darkstar News From Nowhere i FaltyDL Hardcourage


W przypadku Darkstar mamy klasyczny test drugiej płyty, kiedy to artysta potwierdza nadzieje, jakie wywołał jego debiut lub staje się ofiarą sukcesu, którego nie jest w stanie zdyskontować. Niestety w przypadku londyńskiego tria nowy album nie powtórzy momentami spektakularnego  North.

Członkowie Darkstar już od dawna zdradzali chęć nagrania bardziej popowego albumu (ale czy można nagrać bardziej popowy album niż North nie popadając w sztampę), czemu miała też służyć zmiana wytwórni z Hyperdub na bardziej egalitarny Warp. 
Jednak chyba nikt nie spodziewał się, że tak jak łatwo rozstali się z poprzednim wydawcą, tak równie beztrosko porzucą wszystkie walory swojego charakterystycznego brzmienia.

Na News From Nowhere nie usłyszymy zatem masywnego, dubowego brzmienia, który od początku North wibrował głęboko w trzewiach. Nie doświadczymy też żadnych kulminacji, zmian dynamiki czy u jakichkolwiek emocji. Prawdopodobne natomiast, że nie dotrwacie nawet do połowy albumu, bo wcześniej uśniecie z nudów. 
Szkicowe kompozycje drugiej płyty Darkstar toną w mieliźnie niezdecydowania i braku pomysłu na rozwinięcie. Ckliwość, która owszem i występowała w debiucie, ale była przystępnie i zgrabnie opakowana, teraz razi kiczem i nudą.
W kilku momentach robi się ciekawie za sprawą koślawej i nieco schizofrenicznej melodyki w Armonica bądź przez zbyt dosłowne cytowanie Animal Collective w Amplified Ease, czy You Dont Need a Weatherman.

Całościowo album News From Nowhere ma niestety potencjał płaczliwej litanii śpiewanej na smutnych spotkaniach w szkółce niedzielnej i wywołuje taki sam entuzjazm jak poranne roraty.




Drugą z wywołanych wyżej płyt jest Hardcourage amerykańskiego producenta Drew Lustmana nagrywającego od 2007 jako FaltyDL.
Mimo, że to kolejna płyta Amerykanina i mimo tego, że jakże poprawnie wypadł w teście drugiej płyty (You Stand Uncertian), to najnowszą produkcję podobnie jak  w przypadku Darkstar nie sposób uznać za udaną.
W przypadku  Hardcourage jej słabości znajduję raczej w rutynie niż braku doświadczenia.
Lustman bowiem mimo młodego wieku powtarza klasyczną już drogę typową dla weteranów elektroniki, którzy po nagraniu kilku świetnych albumów zapatrzeni w swoją dotychczasową twórczość tracą kontakt z rzeczywistością i z coraz mniejszą wrażliwością reagują na zmieniające się trendy.
Symptomatyczne w takim stanie jest okopanie się na swoich pozycjach i próby łapania się po omacku i bez przekonania wszystkiego co może utrzymać na powierzchni. To trudny moment dla artysty, który musi przedefiniować swoje priorytety i gusta, aby nadążyć za światem i nie wypaść przy tym śmiesznie. 
Taki jest właśnie Hardcourage. Nierówny, pełny stylistycznego miszmaszu, dłużący się, ze sztampowymi, irytującymi melodiami (Reassimilate), zawierający niepotrzebne zapychacze (For Karme, Kenny Rolls One) oraz obowiązkowo jakiś zaskakujący featuring (She Sleeps Ed Macfarlane z Friendly Fires)  i jedną, dwie prawdziwe perełki (Finally Some Shit, Uncea), które bądź to dają światełko nadziei (że producent może nagrać jeszcze coś naprawdę dobrego i zaskakującego), bądź światełko to gasząc (że nie jest świadomy tego co wartościowe).
Hardcourage nie wytrzymuje porównania z dwoma pierwszymi płytami FaltyDL. Nie posiada  przebojowości You Stand Uncertian oraz także nieokiełznanej energii debiutu Love Is Liability, odwołującej się do surowych miejskich klimatów jungle, UK garage,z drapieżnością typową dla IDM.




Mimo różnego spojrzenia obu recenzowanych projektów na współczesną muzykę klubową, na tym etapie kariery więcej ich niestety łączy niż dzieli.
Oba wyrosły z tego samego rdzenia fascynacji londyńskim undergroundem i oba w swej twórczości go interpretują na swoją modłę.
I FaltyDL i Darkstar nowe płyty wydali dla nowych większych wytwórni, co okazało się dla obu niekorzystne z punktu widzenia artystycznego. 
Oba również swoimi nowymi produkcjami nie powtórzyły sukcesu poprzednich ponosząc porażkę, choć w przypadku Darkstar można mówić chyba nawet o klęsce.
Czy to chwilowa słabość czy trwała tendencja, pokaże czas, wszakże muzyka elektroniczna i klubowa znalazła się teraz w okresie przejściowym przewartościowując swoje priorytety i zainteresowania. Do lamusa bowiem przechodzą gatunki lansowane przez ostatnie kilka sezonów, za to nieśmiało pojawiają się nowe tendencje. Na razie scena została rozbita na wielość mikro trendów i co mniej elastycznym artystom może być ciężko utrafić w gusta bądź zaproponować nową wizję.

DARKSTAR - News From Nowhere
Warp 2013

FALTYDL - Hardcourage
Ninja Tune 2013

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza