poniedziałek, 3 lipca 2017

Schizofonia vs. retromania / Soundscape Mirror „Schizofonie”

Soundscape Mirror, audiowizualny duet z Bydgoszczy archiwizuje swą artystyczną działalność, prezentując ją na debiutanckiej płycie „Schizofonie”.

W skład kolektywu wchodzą Freeze odpowiedzialny za ścieżkę dźwiękową, oraz Skoff zajmujący się warstwą wizualną projektu. Wydany własnym sumptem materiał jest zapisem cyklu koncertów i performansów dźwiękowych, zainspirowanych koncepcją schizofinii Raymonda Murraya Schafera. Bada ona aspekt oderwania dźwięku od swjego źródła, a także jego funkcjonowania poza naturalnym kontekstem. Akcje kolektywu odbywały się we wnętrzach legendarnego bydgoskiego Mózgu, kolebki yassu. Formuła site specific, która przyświecała przedsięwzięciu, uniemożliwiła pełne oddanie schizofonicznego charakteru eksperymentów grupy. Pojawia się on jednak w nagraniu, w nieco innym kontekście, związanym ze współoddziaływaniem elementów audio i wideo. 

Z uwagi na nośnik (płyta CD), na którym zostały zarejestrowane wydarzenia, mamy możliwość zapoznać się jedynie z warstwą audytywną. Nie powinno to jednak zniechęcić odbiorców, bowiem muzyka SSM jest wystarczająco sugestywna, aby kreować w wyobraźni słuchacza wizualne panopticum. Została zaprojektowana w dużej mierze w oparciu o próbki dźwiękowe pochodzące ze źródeł video. Stąd tak wiele tu cytatów z filmów, dialogów, fragmentów kronik filmowych, telewizyjnych dżingli. Schizofoniczny kontekst ujawnia się poprzez fakt, że w słuchawkach słyszymy dźwięki kojarzone z telewizją. Uszy stają się zatem naszymi oczami i zabierają nas w krainę wyblakłego technicoloru, prześwietlonych klisz i interferencyjnych zakłóceń.

Muzyczna warstwa, z którą mam przyjemność obcować na płycie „Schizofonie”, roztacza przede mną melancholijny pejzaż rodem z nagrań Boards Of Canada, czy The Caretaker. Przykurzone winylowe trzaski, długie wstęgi pastelowych syntezatorów, hipnotyczne pętle, kosmiczne melodie rodem z programów edukacyjnych („Sonda”, „Kwant”) niespiesznie rozbrzmiewają, układając się w psychodeliczną ambientową suitę. Dynamika dźwiękowych wydarzeń jest wyraźnie wyciszona co sprzyja kontemplacji, a nawet hipnozie. Mamy tu do czynienia z kwintesencją muzycznej retromanii. Estetyka ta co prawda należy do mocno już wyeksploatowanych, jednak jej magnetyzm zdaje się być niewyczerpanie wręcz uwodzący; otumaniający niczym syreni śpiew. Mimo, że muzyka SSM nic nowego do niej nie wnosi, to nie można zarzucić twórcom, że nie potrafią posługiwać się nią w sposób, który gwarantuje słuchaczom nad wyraz sugestywne przeżycie. Doświadczenie hipnagogii, które udanie rekonstruuje SSM sięga wprost do naszej pamięci, poruszając się w niej przebiegle i niepostrzeżenie. Słuchając nagrań duetu mamy bowiem podświadome wrażenie że sięgają one bezpośrednio do naszych wspomnień, wydobywając z nich znajome dźwięki; zasłyszane mimochodem, najpewniej w dzieciństwie. Takie wrażenie stwarza słuchaczowi komfort odsłuchu i poczucie bezpieczeństwa, zaś utkana zagadkowymi dźwiękami narracja nie pozwala mu się oderwać od nagrań. Choć prawdę mówiąc materiał SSM zyskałby jeszcze na solidnym przycięciu.

Ten łagodny i absorbujący uwagę repertuar, powstał z wykorzystaniem szerokiego spektrum technik, koncepcji artystycznych i sprzętów; sampling, synteza, field recording, plądrofonia, elektroakustyka, komputer, magnetofon, darmowe programy, instrumenty akustyczne. W jednej z kompozycji usłyszymy również znajomą trąbkę, dawno niesłyszanego Grzegorza Pleszynskiego. Jego zamglone i przyczajone partie solowe dostosowują się do sennej melancholii nagrania, przepasając je przydymioną frazą, która kojarzy mi się z artykulacją Jona Hassella.

Lektura „Schizofonie” pod sztafażem ambientowego nokturnu, zupełnie nieoczekiwanie ujawnia szereg interesujących tropów. Nie tylko zatem przyjemnie mami onirycznością dźwiękowej kreacji, ale i stawia przed słuchaczem intelektualne wyzwania. 


SOUNDSCAPE MIRROR „Schizofonie”
2017, wydanie własne

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza