niedziela, 29 grudnia 2013

Między duchowością a konwencją / Jacaszek - "Pieśni"

Wychowałem się w typowo katolickiej rodzinie i zapewne jak większość moich rówieśników co tydzień posyłany byłem na niedzielną mszę do pobliskiego kościoła. Jakże Ja się wycierpiałem tym cyklicznym obowiązkiem podpierania kościelnych ścian i filarów, oraz uczestnictwem w tych pustych obrzędach wyzutych z jakiegokolwiek ładunku duchowego. (O podobnych refleksjach ze swojego dzieciństwa w kontekście kina podzielił się niedawno Bartosz Żurawiecki na łamach Dwutygodnika).
Wszystkie te lata dziecięcego umartwiania (mając w sobie wiele z tresury Pawłowa) spędzone na coniedzielnym kościelnym dyżurze, wryły głęboko do mojej podświadomości treści których nie zapomnę już raczej do końca życia; tekstu liturgii katolickiej mszy świętej, oraz melodii i słów kościelnych pieśni. Nawet dziś obudzony w środku nocy jestem w stanie odtworzyć te słowa z pamięci, choćby i na wyrywki.

Powtarzane automatycznie i bezrefleksyjnie teksty i melodie liturgii zostały pozbawione swojego znaczenia. Zamiast stanowić punkt wyjścia do własnych rozważań i modlitw stały się wręcz niezrozumiałą mantrą, rodzajem bezmyślnej wyliczanki. Podobnie jak powtarzane w nieskończoność słowo, które w końcu traci funkcję komunikatu stając się dźwiękowym tworem, tak słowa liturgii choć powszechnie znane przestały być słyszalne a ich wymiar duchowy ulotnił się. Piękno liryki i piękno melodii straciły swą wartość symboliczną. 

Na zatarcie się znaczenia duchowego i symbolicznego pieśni kościelnych zwrócił uwagę również Michał Jacaszek - uznany muzyk i producent eksplorujący peryferia muzyki elektronicznej i klasycznej; poszukiwacz dźwiękowego sacrum w odległej polskiej tradycji i kulturze duchowej; przywracający archaiczny język historii we współczesne realia z zachowaniem wierności  i szacunku wobec interpretowanych treści. On to właśnie pod auspicjami Narodowego Centrum Kultury podjął się realizacji intrygującej idei reinterpretacji wybranych pieśni kościelnych. Tak powstały "Pieśni" - zbiór siedmiu kompozycji kościelnych.

Motywacją dla Jacaszka była chęć ukazania osłuchanych kościelnych klasyków w takiej wersji, aby oddać tkwiące w nich pierwotne piękno, liryzm, smutek, skupienie, czy zadumę, oraz wyeksponować ich walor duchowy. Sam tłumaczy swoje intencje, oraz koncept nagrania we wkładce albumu: "... próbowałem wzmocnić i podkreślić ten właśnie metafizyczny poruszający wewnętrznie element, obecny w kościelnych melodiach. Stąd m.in decyzja by zrezygnować z warstwy tekstowej (...) Nieobecność liryki, koncentracja na brzmieniu, harmonii, melodii pozwala nieco inaczej kontemplować te utwory przesunąć uwagę na te aspekty mniej widoczne w momencie kiedy pieśń ta funkcjonuje w typowym liturgicznym kontekście".

Jacaszek podszedł do swojej pracy - z wyraźnie słyszalną w warstwie dźwiękowej i adekwatną do interpretowanego materiału źródłowego - pokorą. Muzyk nie ulega pokusie przejaskrawienia, czy patosu. Jego pomysłem na odświeżenie pieśni nie jest też bynajmniej dekonstrukcja. Swoje awangardowe oblicze objawia skromnie i jedynie w służebnej wobec kościelnych melodii roli; w postaci ambientowo-dronowych, teł, głuchych miarowych uderzeń, czy glitchowych przesterów przecinających piękne katedralne pogłosy. 
Centralny punk każdej z siedmiu kompozycji stanowią jednak instrumenty smyczkowe Dominika Dublimowskiego i Anny Śmiszek - Wesołowskiej. Elektronika zostaje użyta do wyeksponowania żywych instrumentów, oraz do budowania dramaturgi, choć Jacaszek nie eksponuje jej aż z takim rozmachem jak na mojej ulubionej jego płycie "Glimmer"

Oszczędność aranżacyjna kompozytora "Pieśni" kieruje myśli słuchacza w stronę pierwotnych intencji treści liturgicznych; w stronę skupienia i duchowości, ale przez skromność twórczej ekspresji i pokorne podejście do tematu kompozycje sprawiają wrażenie jedynie delikatnie nakreślonego szkicu.  Momentami mam wrażenie, jakby Jacaszek aż nazbyt zachowawczo podszedł do tematu, tak aby przypadkiem nie przekroczyć granicy dobrego smaku. Autor rozmyślnie unika ryzyka, a muzyka ani na chwilę nie staje się zbyt gwałtowna. Jednak taka uległość wobec materiału źródłowego niezbyt korzystnie wpływa na ogólny odbiór "Pieśni". Po raz pierwszy w twórczości Jacaszka wątki akustyczne i elektroniczne miast zazębiać się podążają oddzielnie nie wpływając na siebie wzajemnie. Następuje bolesne rozdarcie pomiędzy akustyczną melodią, a syntetycznym tłem, a narracja toczy się dwutorowo.

Skromna ingerencja dźwięków elektroniki w kompozycjach ogranicza wymowę "Pieśni" jedynie do roli osobistej modlitwy, rozmowy z Bogiem. Jacaszek zupełnie ignoruje zaś inną fundamentalną rolą kościelnych pieśni pomijając ich walor integrujący i powszechny który może objawiać się w formie podnoszenia na duchu, zagrzewania do boju, czy wzajemnego solidaryzowania się. Swą interpretacje kościelnych melodii ograniczył jedynie do jednowymiarowej roli ignorując fakt, że ich mistycyzm i sakralność ma nie tylko wymiar indywidualny ale i zbiorowy. Być może efektem tego jest wrażenie, że warstwa muzyczna "Pieśni" jest niezbyt przekonującą i dość konwencjonalną aranżacją.

Nie sposób "Pieśni" komentować również w oderwaniu od "Komplety" Stefana Wesołowskiego (2006), w której nagraniu brał udział Michał Jacaszek. Obie te kompozycje łączy przecież bardzo podobna idea. Jednak płyta Wesołowskiego stworzona na zlecenie Dominikanów, a będąca sama w sobie fragmentem muzycznej liturgii mszy świętej; surowa i z wokalami wydaje się być kompozycją bardziej przekonującą i nasyconą duchem niż "Pieśni".  Z tamtych prostych i ujmujących, komponowanych od zera utworów wyłania się niezwykła sakralna moc, która trzyma słuchacza w pełnym kontemplacji (choćby nad aranżacją) skupieniu. U Jacaszka ten nastrój wydaje się być mocno zamglony, a "Pieśni" ani nie urzekają prostotą, ani nie emanują bogactwem.

Czy zatem udało się Jacaszkowi odtworzyć w "Pieśniach"  mistykę liturgii i nasycić osłuchane kościelne melodie duchem? Czy udało mu się przywrócić należny im nastrój sakralności, wskrzesić w nie moc symboliczną? Myślę, że na to pytanie każdy w zależności od swojego stanu duchowego odpowie sobie sam. Jeśli zaś oceniać "Pieśni" w kontekście jedynie muzycznym, to moim zdaniem nie wnoszą one nic inspirującego i odświeżającego w estetykę kościelnej pieśni pozostawiając ją tak samo skostniałą jak była w momencie kiedy narodziła się koncepcja tego nagrania. Niestety przedstawione kompozycje nie wnoszą nic nowego również do muzyki samego Jacaszka, sprawiając wrażenie nagranych bez pomysłu, pasji i iskry bożej.

JACASZEK - "Pieśni"
2013, Narodowe Centrum Kultury

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza