czwartek, 14 grudnia 2017

16⅔ okrążeń na minutę / Joanna Szumacher „Bambino”

WG-264 Bambino 4 to bodaj najpopularniejszy polski gramofon. Produkowany w Łódzkich Zakładach Radiowych Fonica od swoich poprzedników różnił się m.in. mechanizmem i wariantami prędkości obrotów. W związku z odchodzącą do lamusa płytą szelakową zrezygnowano z prędkości 78 obr/min, wprowadzając wartość 16⅔. Bambino do dziś jest darzone szczególnym sentymentem, będąc wcale nierzadkim elementem wystroju polskich mieszkań. Wspomina o tym w wywiadzie dla portalu Miej Miejsce Joanna Szumacher, która gramofonowi zadedykowała swój najnowszy projekt, zatytułowany oczywiście „Bambino”.

Dla artystki, która w ubiegłym roku wraz z Pawłem Cieślakiem, oczarowała słuchaczy wydawnictwem „Kopyta zła”, „Bambino” jest koleją odsłoną parasłuchowiskowej kreacji. Bardziej tradycyjnej niż musicalowe „Kopyta”, ale równie multidyscyplinarnej. Fizyczną formą wydawnictwa, mocno z resztą limitowanego (10 egzemplarzy), jest artystyczna książka w skład której wchodzą fotografie, tekst tytułowego opowiadania, oraz utwór „Mija”, wydany w formie transparentnej kartki dźwiękowej, wytłoczonej w laboratorium Sebastiana Buczka – Altanova Press. Opowiadanie, zostało również zaadaptowane na słuchowisko radiowe i udostępnione publicznie w sieci. W takiej formie praca nabrała nowych kontekstów, które mogłyby pozostać niezauważone, albo których w samym (znakomitym skądinąd) tekście nie ma, gdyż wiążą się nierozerwalnie ze sferą audio. I właśnie to słuchowisko (nie miałem przyjemności zapoznać się z artbookiem) stało się przedmiotem niniejszej recenzji.

<Uwaga spoilery> Gramofon Bambino 4 pełni w opowieści funkcję wehikułu czasu, który przenosi słuchacza w lata 70-te, oraz wprowadza do fabuły, traktującej o 19-letnim Łukaszu, który postanawia zerwać z siermięgą wiejskiego życia i wyjechać do miasta w celu realizacji swojej pasji. Jest nią muzyka. Bohater przybywa do Łodzi taszcząc pod pachą ukochane Bambino. Jego wizycie towarzyszą typowe lęki „obcego”. Poczucie niedopasowania i zagubienia, ale i ambicja odnalezienia się w zgiełku miasta. Wtóruje mu ludzki tumult, wszechobecny zamęt, bród, oraz korowód zjawiskowych osobowości. Sam gramofon znajduje swoje miejsce jedynie w kilku epizodach opowieści. Początkowo jako symbol emancypacji bohatera z czasem okazuje się być dźwiganym przez niego brzemieniem, bez żalu porzuconym w finale.

Warstwa literacka „Bamino” jest niezwykle wciągająca. Posiada dobry rytm opowiadania historii, której siłą są przede wszystkim doskonałe epizody, zaludnione przez pełne kolorytu, wyraziste postacie. Te, obleczone grubą warstwą cynizmu, zniechęcenia i życiowego rozczarowania, wewnątrz skrywają tęsknotę i odruchy serdeczności. Szumacher, która sama jest łodzianką z wyboru, w sugestywny sposób oddała chropowatość i surowość łódzkiego PRL-u. Można u niej znaleźć z jednej strony obskurne zaułki, chaotyczne targowisko, zadymiony dancing, ale i zachwyt nad magią neonów, czy wdzięczną estetyką sklepowych witryn. Opis rzeczywistości, celny i obrazowy, przytomnie nie dominuje nad fabułą. Ta z kolei pomimo swojej narastającej posępności, za sprawą lekkiego pióra Szumacher nie przytłacza słuchacza / czytelnika. W adaptacji słuchowiskowej wpływ na to ma również lektor wcielający się zarówno w rolę narratora, głównego bohatera, jak i wszystkich pozostałych postaci. Lektorem „Bambino” jest Patryk Pietrzak wokalista łódzkiego indie rockowego zespołu Ted Nemeth, a przy tym także aktor filmowy i teatralny. Jako słuchacz bardzo szybko przekonałem się do jego nieco naturszczykowskiej kreacji, aby po chwili zżyć się z nią na dobre. Pietrzak w zajmujący sposób wczytuje się w opowiadanie, ciekawie akcentuje słowa i moduluje dialogi. Jego głos w zabawny sposób ulega delikatnym egzaltacjom, które nie przekraczają granic zmanierowania, mieszcząc się w aktorskiej konwencji.

Na oddzielne uznanie zasługuje reżyseria dźwięku, o którą zadbała sama autorka „Bambino”, choć jak mniemam niemały wpływ na jej pracę miały doświadczenia ze współpracy z Pawłem Cieślakiem. Lektorowi towarzyszy nieustanny podkład dźwiękowy; różnego rodzaju szumy, szmery, elektroniczne tekstury, odgłosy miasta, o typowo łódzkich, industrialnych proweniencjach oraz przede wszystkim trzask winylowej płyty. Wiele tu również akustycznych detali, onomatopei nadających uroku całości. Błyskotliwym zabiegiem montażowym jest antycypowanie niektórych wydarzeń fabularnych, wypowiedzi, czy pojedynczych słów, odgłosem, bądź dźwiękową, często karykaturalną ilustracją. Równie absorbująca jest epizodyczna obecność żeńskiego głosu, który niczym intuicja, zaświatowym szeptem podaje bohaterowi słowa, bądź powtarza wypowiedziane wcześniej przez niego.

Słuchowisko wieńczy wydana na pocztówce piosenka „Mija”. Kompozycja o solidnie zniekształconym cyfrowym akompaniamencie, widmowej melodii i takiej samej wokalizie, mogłaby pochodzić z repertuaru uznanej wytwórni Blackest Ever Black. Słowa „wszystko znika... wszystko mija.." snują się jak senne mary. A wieńcząc słuchowisko, nadają, tej dotąd raczej realistycznej opowieści, akcentu sennej poetyki.

Podobnie jak projekt Joanny Szumacher jest realizacją łączącą w sobie różne dyscypliny sztuki (muzyka, literatura, fotografia, słuchowisko), tak również samo opowiadanie i jego adaptacja dźwiękowa splatają wiele motywów literackich. Począwszy od toposów; „ucieczka ze wsi do miasta”, oraz „podróż zakończona przemianą wewnętrzną bohatera”, poprzez fabułę wpisującą się w nurt powieści społeczno-obyczajowej, egzystencjalizm, aż po akcenty nadrealistyczne (sny spajające klamrą opowieść, czy kafkowski robak we śnie bohatera i jego w ekranowym odbiciu). Mnie jednak (ze względu na czas i miejsce akcji, a także ze względu na poczynania, przemyślenia i losy bohatera) „Bambino” wiedzie w stronę rodzimej kinematografii z lat 70. W rozterkach życiowych bohatera, moralnych zwątpieniach, w jego inicjacji w dorosłość, oraz w potyczkach z gorzką i nieprzejednaną rzeczywistością dostrzegam codzienność w jakiej funkcjonowali bohaterowie fabuł i dokumentów Krzysztofa Kieślowskiego. Z kolei wzorów nieporadnej i zagubionej w wielkim mieście postaci Łukasza szukałbym wśród bohaterów filmów Janusza Kondratiuka. Natomiast cały pejzaż lat 70-tych, który tak nienachalnie przytoczyła Szumacher jawi się niczym rzeczywistości zarejestrowana na taśmach Polskiej Kroniki Filmowej w latach 70.

Szumacher okazała się niezwykle bystrą obserwatorką i pomysłową adaptatorką, potrafiącą za pomocą detali i subtelności oddać wiarygodny i sugestywny obraz świata przedstawionego. Jej organiczna praca zaprocentowała udaną rekonstrukcją gierkowskiej epoki, oraz wiernym przedstawieniem włókienniczego miasta, uwiarygodnionych sugestywnymi epizodami, postaciami, dialogami. Autorce udało się stworzyć wielce przekonującą scenografię, w zaskakująco subtelny sposób. Tutaj bowiem świat opowieści kreują nie gesty, bądź czyny bohaterów, a pojedyncze słowa, dźwięki, detale architektoniczne, nazwy ulic, tytuły piosenek („Strange is this world”). Jednak kluczowym w tym zagadnieniu wydaje się fakt, że kreacja Szumacher nie została skażona retrosentymentem, czy melancholią. Sama zaś fabuła mimo tak sugestywnej scenerii okazuje się być niezakotwiczona w przedstawionej rzeczywistości i równie dobrze mogłaby toczyć się w zupełnie innej epoce.

 „Bambino” jest słuchowiskiem bliższym tradycyjnym formom radiowym, niż podejściu eksperymentalnemu. Po awangardowych, formalnych ekscesach i rekonstrukcjach twórców pierwszej fali zjawiska „niezależnych, pozaradiowych słuchowisk” nadszedł czas na bardziej klasyczną, acz pogłębioną treściowo narrację. Obok „Bambino” dowodzą temu choćby tegoroczne realizacje Krytyki Politycznej, jak i prace Michała Turowskiego.




JOANNA SZUMACHER „Bambino”
2017, Altanova Press




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza