czwartek, 2 stycznia 2014

Wolność i wyobraźnia nie znają granic, czyli kim jest Operator / 11 - "Dziwo"

"Usłyszeć zachód
... czy to się komuś udało?"
- a czy komukolwiek uda się wiarygodnie oddać słowami to "Dziwo"?


Pozbierać myśli po lekturze "Dziwa" i usystematyzować je w jeden jasny przekaz może okazać się zadaniem nie wykonalnym dla każdego kto intensywnie z nim obcował. Delirium myślowe, stan emocjonalnego rozdygotania, oraz katartyczna siła ulatnia się z tej dźwiękowej lektury jak wirus, albo "sarin", który atakuje, infekuje, obezwładnia i poraża bezsilnością wobec próby opisania. Paraliżuje przy próbie ubrania w słowa twórczej wolności i wyobraźni  które emanują ze spektaklu Pawła Cieślaka i Marcina Pryta. 

Celowo używam tutaj słowa lektura, bowiem materiał nagrany pod nazwą 11 ma w sobie więcej ze słuchowiska, niż z muzyki. Sami autorzy zresztą przedstawiają swe "Dziwo" jako teatr undekafoniczny. I faktycznie znajdziemy w nim więcej elementów, amuzycznych, bądź też antymuzycznych, nieharmonijnych, kakofonicznych, atonalnych, czy dysonansowych niż elementów melodycznych, harmonijnych, czy linearnych. Aby stworzyć to "upiorne słuchowisko" duet Pryt i Cieślak musieli z futurystyczną (a'la Russolo) dezynwolturą porzucić większość konwencjonalnych środków muzycznego wyrazu, zaś żeby w pełni oddać przenikliwość słów poezji Pryta musieli w trakcie tworzenia otrzeć się o szaleństwo i podporządkować się tego szaleństwa logice.

Duet Cieślak - Pryt tworzą paranoiczny spektakl, którego tłem wydaje się postapokaliptyczny krajobraz świata pogrążonego w totalitarnej okupacji, a którego twarzą jest "Operator" - poetycka figura wprowadzona do tekstów "Dziwa" - sprawujący kontrolę i reprezentujący opresyjny system, który kontestują anonimowi bohaterowie opowieści. W fabularnej części "Dziwa" wyeksponowany jest zapis losu takiego anonimowego bohatera ukazanego jako uchodźca, uciekinier, tułacz, czy buntownik. Nie ma tu miejsca na heroizm i bohaterstwo, jest za to zmaganie się ze rzadko podejmowanymi realiami uchodźcy / partyzanta jak strach, głód, smród, zezwierzęcenie, poczucie upodlenia i bezsensu podejmowania walki.

Słuchając słuchowiska 11 warto szczególną uwagę zwrócić na emocjonujący dwugłos jakim przemawiają twórcy; Pryt słowem i głosem, Cieślak muzyką. Przeszywająca moc słowa jest idealnie dopełniona przeszywającą mocą muzyki i dźwięków. Relacja między głosem a dźwiękiem jest dynamiczna, przenika się, dopełnia, eksponuje wzajemnie, jakby autorzy posługiwali się tą sama intuicją aby zbudować wiarygodną, wizję szaleństwa.
(Kolejna część wpisu jest w pewnym sensie spoilerem i może pominąć ją ten, kto jeszcze nie słyszał "Dziwa", dalsze czytanie może pozbawić go emocji, lub narzucić interpretację)

Miarowa, ciężka i głęboka stopa odmierza niespokojnie takt. Przesterowany syntezator wyje, przecinany zgiełkiem dźwiękowych śmieci, zakłóceń, zniekształceń. Powracające frazy fortepianu domykają duszny klimat introdukcji, w którym Pryt "zaprasza nas do swojego królestwa", choć zaraz podkreśla, że "na to całe dziwo (...) opis... dźwięki... kwik... (...) to za mało" by przedstawić "to piekło"
Następnie skarłowaciała melodia dochodząca być może z dziecięcych organków, zanurzona w sentymentalnych akordach akustycznej gitary staje się ilustracją jak z "Domku na prerii" To tło dla gorzkiego monologu Pryta o obezwładniającej spirali strachu inspirowanej przez medialne doniesienia "Owijają mi głowę paskami z informacjami o zabitych i jeszcze z większymi śmiertelnymi ofiarami (...)" Finalnie, wraz z pojawieniem się industrialnych werbli kompozycja "Sarin sarin"  przeobraża się w groteskową karykaturę kołysanki.
Lecz kraina dźwiękowego absurdu dopiero otwiera swoje wrota. Kakofoniczna piskliwa pętla i chiptune'owa nakładka wokalna rodem z filmów Walta Disneya, kontrastuje z przesterowanym syntetycznym basem i agresywną strukturą szumów stanowiąc tło dla dramatycznej fabuły, w której po raz pierwszy pojawia się postać "Operatora". Ów fabularna narracja kontynuowana, jest bodaj w najbardziej wstrząsającym utworze "Przez błota". Treść utworu przypomina powstały jako adaptacja książki Cormaca McCarthy'ego film "Droga" w reżyserii Johna Hillcoat'a, w którym historia uchodźców (ojca i syna) w postapokaliptycznej scenerii jest punktem wyjścia do ukazania degeneracji jednostki ludzkiej zdeterminowanej walką o przetrwanie. Cieślak i Pryt w niezwykle sugestywny sposób oddają naturalizm sytuacji uzyskując go (adekwatnie do tekstu Pryta) poprzez dźwiękowe odpady. Współdziałanie elementów muzycznych ("pijany" klarnet), wokalnych (ponury głos narratora) oraz amuzycznych, (sapanie, bulgotanie, jęczenie, bełkot, szuranie, szamotanie) sprawiają, że atmosfera spektaklu staje się coraz bardziej klaustrofobiczna, niepokojąca i duszna. Paranoja i klimat zdezorientowania podkreślone zostają niezwykłym fragmentem, w którym Pryt wcielając się w bohatera stara się uciszyć i uspokoić dziecko słowami "Cicho! Cichutko" wykrzyczanymi, aż uszy pękają.
Kiedy już udaje im się ukryć rezonujący atonalny fortepian i transowy dron staje się dźwiękową aranżacją partyzanckiej kryjówki "Gdzieś w ciszy w z hałasu szałasie ukrywamy się".  
Noise i industrialny ogłuszający zgiełk "Do broni" stanowi tło manifestu zagrzewającego do buntu i ataku, aby w syntezatorowym chaosie "Zero 2.0"  Pryt, niczym przywódca buntowników ogłosił rebelię. 
Dalej historia nabiera bardziej filozoficzno refleksyjnych rozważań, w pełnej spleen'u pijanej balladzie  "Futerał", czy w nagranej z elektroakustycznym sznytem "Usłyszeć zachód" z wyizolowanym wokalem Pryta i zarejestrowaną studyjną szamotaniną. 
W finale mamy jeszcze świetny paranoiczny dreszczowiec w stylu Philip'a K. Dick'a, "Repeta", zaś całe to "Dziwo" wieńczy wyliczanka ("Świat skończony") o "zasługach" człowieka w żarłocznym i bezrefleksyjnym pochłanianiu i kalaniu nowych terytoriów w celu zaspokojenia swego przerośniętego ego. 

Nie przypominam sobie w historii polskiej muzyki bardziej przejmującego i napełniającego prawdziwym lękiem spektaklu dźwiękowego. Ta szokująca, radykalna, a jednocześnie pasjonująca dźwiękowa lektura nie pozostawia słuchacza obojętnego. "Dziwo" nie przestaje zaskakiwać nawet na chwilę. Intryguje zarówno formą, jak i treścią. Imponuje ilością użytych środków wyrazu  i wyobraźnią twórców: Pawła Cieślaka - który swym kompozytorskim zmysłem odzwierciedla emocje partnera posługując się na równi elementami muzycznymi i antymuzycznymi, ciszą i zgiełkiem, balladą i trenem, oraz Marcina Pryta - który przejmująco inscenizuje nastrój swojej postapokaliptycznej poezji za pomocą całego wachlarzu wokalnych środków ekspresji; poczynając od jęczenia, mruczenia, mamrotania, skamlania, bulgotania, poprzez szept, deklamacje, płaczliwy bądź paniczny ton, a skończywszy na wyciu i wrzasku. 

"Dziwo" to bezkompromisowy atak na uszy słuchaczy, tożsamy  z antymieszczńskimi manifestami twórców industrialu. To spektakl szokujący i totalny. To opresyjna projekcja chorego umysłu łącząca w sobie wątki paranoicznej futurologii Dicka, antyutopi Orwella, poczucia końca cywilizacji i humanizmu Becketta, czy poczucia odrealnienia i wiszącej w powietrzu nienazwanej i nieuniknionej zagłady jak w świecie filmów Beli Tarr'a, z tą różnicą, że "Dziwo" bliższe jest jednak brutalnemu naturalizmowi.




11 - "Dziwo"
2013 BDTA




1 komentarz:

  1. Cieszę się, że ktoś też tego słucha. I rozumie.
    Szkoda,że mało osób docenia ich twórczość.

    OdpowiedzUsuń